13 maja 2006
Marcin
Zaczynaj膮c jak gdyby od ko艅ca pragn臋 podzi臋kowa膰 i pogratulowa膰 organizatorom maratonu szosowego w Lesznie bo podj臋li si臋 powa偶nego wyzwania, kt贸rego ja sam chyba bym si臋 nieco obawia艂. Impreza jak na pierwsz膮 edycj臋 uda艂a si臋 znakomicie. Dopisa艂a frekwencja, wyznaczono ciekaw膮 tras臋 po ca艂kiem przyzwoitych jak na polskie drogach. P贸ki co nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek niedoci膮gni臋ciach organizacyjnych, trasa by艂a oznaczona mo偶e nie wzorowo, ale do艣膰 wyra藕nie. Teren lotniska idealnie nada艂 si臋 na baz臋 parkingow膮. Podoba艂o nam si臋.
Na lotnisku byli艣my ju偶 przed godzin膮 贸sm膮. Dobrze bo starczy艂o na wszystko czasu, bez nerw贸w i po艣piechu. Starty by艂y od godziny 9:00, my o godz. 9:08 jako pi膮ta grupa. Grupy by艂y 6-osobowe, start co 2 minuty. Przed startem zrobi艂em sobie dwie rundki rozgrzewkowe po 5-7min, kt贸re chyba przyda艂y si臋 na pocz膮tkowych kilometrach bo momentami nie wierzy艂em we wskazanie pr臋dko艣ciomierza, por贸wnuj膮c cyferki z wk艂adanym w jazd臋 wysi艂kiem. Nasza grupa: Grzegorz B., Marcin M., Pawe艂 S., Marek 艁ukasik, Maciej Owczarek, Piotrek Kowalczyk. Wystartowali艣my z wcze艣niej ustalon膮 kolejno艣ci膮 ustawili艣my si臋 za sob膮. 400m i pierwsze skrzy偶owanie obstawione przez policj臋, w lewo na g艂贸wn膮, 300m i w prawo w jak膮艣 boczn膮 dr贸偶k臋.
Chwila w艣r贸d zabudowa艅, przejazd kolejowy, dwa ostre zakr臋ty i pierwsza prosta. No to wio. Trzymamy po zmianach 40-42 km/h. Jedzie si臋 ca艂kiem ca艂kiem, przynajmniej mi. Za nami oko艂o 2km. Jedziemy drog膮 w艣r贸d p贸l i drzew. R贸wne zmiany i utrzymujemy tempo. Na oko艂o 5,5km odkrywam 偶e jedziemy ju偶 tylko w 4. Marek, Grzegorz, Pawe艂, Marcin. Po drodze min臋li艣my go艣cia na g贸ralu, kt贸ry od艂膮czy艂 si臋 widocznie od poprzedniej grupy. Na 9 kilometrze doganiamy grup臋 startuj膮c膮 2min przed nami. Wyprzedzamy, kilka kilometr贸w jad膮 za nami. Na rozpisce organizator贸w jako jedna z pierwszych widnieje miejscowo艣膰 G贸ra. Na naszej drodze pojawiaj膮 si臋 tablice G贸ra 10, G贸ra 5, wi臋c p臋dzimy. Niestety wje偶d偶amy do G贸ry i.. ju偶 wiemy. Co艣 nie pasuje, nie ma strza艂ek, prawdopodobnie pomylili艣my tras臋. Wracamy si臋, nigdzie nie ma strza艂ek. Bior臋 telefon, dzwoni臋 do jednego z organizator贸w. Mamy jecha膰 na Gosty艅. Szybko ustalamy kierunek pytaj膮c ludzi. Stracili艣my troch臋 czasu, trudno. Na wylocie z miejscowo艣ci spotykamy grup臋 nr3, wi臋kszo艣膰 ubrana w koszulki Bike Fun Leszno. 27 kilometr. Jedziemy z nimi, czyli jest nas ju偶 10. Zajmujemy wachlarzem obydwa pasy i jad膮c z ty艂u trzeba co chwila zje偶d偶a膰 samochodom. Mamy si艂y a ch艂opcy z Leszna jakby troszk臋 mniej 艣pieszyli si臋 na met臋. Dodatkowo si臋 nie znamy, niekt贸rzy jad膮 slalomem, mam troch臋 stresa, jad膮c na kole. Grzegorz podje偶d偶a do mnie i pyta co robimy. Wi臋c sprawa jest jasna, trzeba zmniejszy膰 towarzystwo. Dokr臋camy pod jedn膮, drug膮, trzeci膮 g贸rk臋 i zostaj膮 z nami tylko dwaj wida膰 najsilniejsi. Po chwili doganiamy pojedynczo jad膮cego zawodnika z wyprzedzaj膮cych nas grup. Go艣膰 si臋 przy艂膮cza i jedziemy razem. Jest to starszy m臋偶czyzna, po chwili zaczyna snu膰 wywody jakich nikt nie lubi. Powinni艣my jecha膰 tak i tak, r贸wno, wsp贸艂praca i inne tysi膮c wskaz贸wek. Wrrr…. Po kilku kilometrach zaci膮gamy czterdzie艣ci par臋 pod g贸rk臋 i za chwil臋 widzimy go 100m za nami.
Zostali z nami dwaj kolarze z B.F. Leszno. Dobrze z nimi jecha膰 bo s膮 miejscowi i nie pob艂膮dzimy. Jednak daj膮 s艂absze zmiany i kilka razy przy艣pieszamy na podjazdach, niech zostanie lepszy. Nic z tego trzymaj膮 si臋 dzielnie. Na p贸艂metku ostrzegaj膮 nas 偶e teraz zaczn膮 si臋 powa偶ne pag贸rki, dziury i piach na drodze. Dotychczasowa 艣rednia prawie 40 km/h Za kilometr czy dwa pojawiaj膮 si臋 wyrwy w jezdni znane z naszych okolic. Ma艂y podjazd i na zje藕dzie kolejny odcinek dziurawej drogi. Co chwil臋 kr贸tkie ale nieco stromsze ni偶 wcze艣niej hopki. Wreszcie oko艂o kilometrowy (mo偶e p贸艂tora) podjazd nachylony prawie jak w Karpaczu. Pot臋偶niejszy z Leszczynian nie utrzymuje ko艂a i zostaje mocno z ty艂u w po艂owie podjazdu. Okazuje si臋 偶e na szczycie jest punkt kontrolny z mo偶liwo艣ci膮 uzupe艂nienia wody. Zatrzymujemy si臋, podajemy numery, ch艂opcy uzupe艂niaj膮 wod臋, kolega z Leszna zostawiony na podje藕dzie do艂膮cza do grupy. Podali艣my wszystkie numerki, woda uzupe艂niona, a ekipa zaczyna ucina膰 sobie pogaw臋dk臋. Kurcz臋, przecie偶 jedziemy na czas. Chyba chcieli zrobi膰 sobie przerw臋. Ich sprawa. Wsiadam na rower i ruszam w d贸艂 poganiaj膮c Grzegorza i Paw艂a. Reszta jakby sko艅czy艂a jazd臋, zanim si臋 ruszyli, my byli艣my ju偶 prawie na dole oko艂o 500m zjazdu. Po zmianach w tr贸jk臋 i nie by艂o opcji 偶eby nas kto艣 mia艂 dogoni膰. Ten ostry podjazd da艂 chyba wszystkim w ko艣膰. Moje nogi kr臋c膮 si臋 du偶o ci臋偶ej, Pawe艂 zostaje kilka metr贸w. Nie ma co si臋 m臋czy膰 we dw贸jk臋. Czekamy. Z ty艂u 200m za nami Marek jedzie z jednym Leszczynianinem, wi臋c nie koniecznie zale偶y nam 偶eby nas dogonili. Po kilku kilometrach Grzegorz zauwa偶a na d艂ugiej prostej 偶e Marek jedzie ju偶 sam i pr贸buje nas dogoni膰, decyzja jest oczywista i jednog艂o艣na - czekamy. Po d艂u偶szej chwili jedziemy w czw贸rk臋. Z kilometra na kilometr jest ci臋偶ej. Jak zwykle najlepiej trzyma si臋 Grzegorz i to on daje najsilniejsze zmiany. Marek (kt贸ry ma ponad 50lat) wychodzi na zmian臋 praktycznie na 5sek i wycofuje si臋, to i tak cud 偶e jedzie z nami. Najwa偶niejsze aby dojecha艂 do ko艅ca nie spowalniaj膮c reszty. Druga po艂owa trasy jest znacznie trudniejsza i z kilometra na kilometr psujemy wypracowan膮 wcze艣niej 艣redni膮. Coraz trudniej te偶 wpycha膰 rower pod kolejne pag贸rki. Wcze艣niej sun臋li艣my 40-45 a teraz utrzymanie 34 sprawia nie lada problem. Wydaje si臋 偶e oboj臋tnie w kt贸r膮 stron臋 skr臋cimy wiatr wieje nam w twarz. Sprawdzam licznik - 20km do mety. Chwil臋 wcze艣niej z podmuchem wiatru wypada mi z r臋ki kartka ze spisem miejscowo艣ci na trasie. Pozostaje nadzieja 偶e organizatorzy dobrze oznaczyli tras臋. Na szcz臋艣cie do samej mety r贸偶owe strza艂ki by艂y zawsze tam gdzie powinny by膰, trafili艣my bezb艂臋dnie. Kolejne sprawdzenie licznika - 10 do mety. Kompletna niemoc i brak si艂 w nogach. Za ka偶dym razem kiedy Grzegorz wychodzi po mnie na zmian臋 mam problem ze z艂apaniem ko艂a. Mo偶e nie tyle problem co dobrze musz臋 si臋 stara膰
Pawe艂 jest wyczerpany chyba bardziej ode mnie, przez chwil臋 jedzie bez zmian, p贸藕niej daje bardzo kr贸tkie zmiany. Kiedy wychodz臋 po nim udaje mi si臋 podkr臋ca膰 o 1, czasami 2 km/h, po mnie Grzegorz i poprawka o kolejne 3, czasami du偶o wi臋cej. Byle tylko do lotniska. Wreszcie tablica Leszno. Na pocz膮tku oko艂o 1 kilometrowy odcinek z kostki brukowej. Przed nami jedzie jaka艣 super stara wywrotka. Z naprzeciwka samochody wi臋c zwalniamy i chwil臋 jedziemy za ni膮. Grzegorz wykorzystuje stosown膮 chwil臋 i pozosta艂e si艂y, wyprzedza gruchota i odje偶d偶a nam na dobre. Nie mam si艂y ju偶 goni膰. Pr臋dko艣膰 33 jest maksymalnym wysi艂kiem. Ca艂y rower dr偶y jakby zaraz si臋 mia艂 rozpa艣膰. Po odcinku brukowym - odcinek drogi w remoncie. Za chwil臋 wykop na ca艂ej szeroko艣ci a na poboczu wspominana na odprawie “k艂adka” !!! Aby si臋 do niej dosta膰 trzeba przejecha膰 po trawie i piasku, k艂adka oko艂o 10m i kolejna trawka i piasek, taki ma艂y prze艂aj. Potem rajd po remontowanej ulicy z poprzecznymi uskokami, zakr臋t w lewo i…..
Na horyzoncie pojawi艂o si臋 upragnione lotnisko. Okaza艂o si臋 偶e w czasie prze艂aju wok贸艂 k艂adki musia艂 zej艣膰 z roweru i pozosta艂 z ty艂u Marek.
Kilka minut p贸藕niej wszyscy byli艣my ju偶 na mecie.
Ze strony Interkol
Popularity: 13% [?]