Archiwum sierpie艅, 2006

Supermaraton w 艢winouj艣ciu imieniem Olka Czapnika

Olek CzapnikNa pro艣b臋 pomys艂odawc贸w Pucharu Polski w Rowerowych maratonach szosowych czyli Wies艂awa Rusaka i Jurka Z艂otowskiego 偶ona naszego kolegi Olka Czapnika wyrazi艂a zgod臋 na to aby Supermaraton Rowerowy w 艢winouj艣ciu by艂 maratonem im. Olka Czapnika.

Dnia 29 maja 2006 po godz 21.00 nasz kolega i przyjaciel Aleksander Czapnik zgin膮艂 tragicznie w trakcie treningu.

Popularity: 13% [?]

Autor: Gregory Wpisano: 31 sierpie艅 2006
Kategorie: PucharPolski, aktualno艣ci | bez komentarzy »

Wynik generalne poprawione.

Zosta艂y poprawione wszystkie b艂臋dy jakie zauwa偶ono, mo偶na zapozna膰 si臋 z aktualnymi wynikami generalnymi.

Popularity: 29% [?]

Autor: Gregory Wpisano: 25 sierpie艅 2006
Kategorie: PucharPolski, aktualno艣ci, wyniki | bez komentarzy »

II Imagis-Tour 2006

Oskar Szproch
Przygotowania rozpocz膮艂em ju偶 od pocz膮tku sezonu, czyli od ko艅ca maja [jak wi臋kszo艣膰 z nas :D]. Mia艂a to by膰 tegoroczna docelowa impreza. W ramach przetarcia szlak贸w wybra艂em si臋 w d艂ugi czerwcowy weekend w Bieszczady, pozna膰 i odwiedzi膰 Kondora, kt贸rego zna艂em wcze艣niej tylko z sieci.

Czu艂em si臋 na tyle dobrze, 偶e zaplanowane 50 godzin by艂o dla mnie osi膮galne bez wi臋kszych emocji w zasadzie nawet przy z艂ych warunkach pogodowych.

Tydzie艅 p贸藕niej pojecha艂em do Kielc uczy膰 si臋 od najlepszych [MP w kolarstwie szosowym] i rozpocz膮膰 okres przygotowania ko艅cowego. Niestety [a mo偶e na szcz臋艣cie] przyp艂aci艂em ten wypad ostrym przezi臋bieniem i przez nast臋pne 3 tygodnie nie wychodzi艂em z domu. Nawet stu kilkudziesi臋cio kilometrowy wypad do Ogrodzie艅ca na pocz膮tku sierpnia, by艂 zbyt skromny i nie m贸g艂 wskaza膰 mi bie偶膮cej formy. Pojecha艂em w ciemno. Szansa 50%. Uda si臋 albo nie.

Dzie艅 0.

Godzina 4:30. wczoraj si臋 spakowa艂em, dzi艣 ju偶 tylko zajecha膰 do Krakowa. 呕eby tylko nie z艂apa膰 jakiego艣 kapcia, bo mog臋 nie zd膮偶y膰 na poci膮g. Uff, dojecha艂em szcz臋艣liwie. Z formy zadowolony nie by艂em. Hopki, kt贸rych normalnie nie zauwa偶a艂em, teraz sta艂y si臋 odczuwalne. Miesi膮c bez treningu to olbrzymia strata dla kondycji, kt贸rej ju偶 si臋 nie da nadrobi膰 w tydzie艅.

Szczytem punktualno艣ci popisa艂 si臋 tutaj [p贸藕niejszy lider] Robert K. Rower na haku wiesza艂 ju偶 w tocz膮cym si臋 poci膮gu. Droga by艂a beznadziejnie d艂uga. Ponad 10 godzin w jednej pozycji, nie do wytrzymania. Po drodze wsiad艂o jeszcze 3 zawodnik贸w [Grzegorz G., Rafa艂 S. i niestety nie pami臋tam nawet twarzy trzeciego].

Nareszcie pojawi艂o si臋 艢winouj艣cie, potem szybki meldunek w pokoju. Zamieszka艂em ze S艂awkiem P. wiecz贸r min膮艂 przyjemnie na pogaw臋dce przy podw贸jnym obiadku i piwie. Zm臋czenie jazd膮 poci膮giem by艂o tak wielkie, 偶e ledwo wytrzyma艂em kr贸tk膮 odpraw臋 techniczn膮.

Dzie艅 1.

Godzina 6:30 pobudka. 7:15 porz膮dne 艣niadanie. Nawet si臋 takiego nie spodziewa艂em. Wciska艂em w siebie wszystko co tylko mia艂o jakiekolwiek kalorie: 偶贸艂ty ser, jajecznic臋, par贸wki z kota. W ko艅cu nast臋pny ciep艂y posi艂ek dopiero za Bydgoszcz膮.

Kilka minut po 8 nast膮pi艂 start. Po ma艂ym zamieszaniu dotycz膮cym kierunku jazdy [cz臋艣膰 grupy pod艣wiadomie obra艂a kierunek Dworzec PKP :D] powoli rozpocz臋li艣my jazd臋 w kierunku Wolina. Tempo by艂o bardzo spokojne, zacz臋艂o si臋 25km/h, potem oko艂o 30 km/h. Min臋li艣my Wolin, a ja ci膮gle by艂em zimny, to wyszed艂em sobie na zmian臋 rozgrza膰 si臋 nieco przy 偶ywszym nieco tempie miejscami dochodz膮cym do 40km/h.

Pierwszy punkt kontrolny by艂 na 53km [wg GPS, kt贸ry troch臋 zani偶a艂]. Czas przyjazdu grupy to 9:39. PK 101 km [w rzeczywisto艣ci jest oko艂o 10 km wi臋cej, bo GPS 鈥瀦gubi艂鈥 t膮 10 na trasie do Reska] podbi艂em o godzinie 11:30. Przed nast臋pnym PK dwa razy wypad艂y mi bidony. Mia艂em je zaczepione z ty艂u za siod艂em i musia艂y si臋 w poci膮gu koszyczki odgi膮膰, albo co艣 bo nigdy mi wcze艣niej, ani p贸藕niej [do Krakowa, gdzie mia艂em ju偶 za艂o偶ony bidon 1l a nie 0.7l] nie wypad艂y.

Szcz臋艣ciem nikt w nie nie wjecha艂 i nie by艂o kraksy [tfu tfu]. Po podniesieniu bidon贸w zacz膮艂em goni膰 grup臋 przede mn膮. Jeszcze po drodze spad艂 mi 艂a艅cuch, ale da艂em rad臋. W grupie by艂o ju偶 鈥瀟ylko鈥 8 kolarzy. 11 posz艂o troch臋 szybciej i znikali gdzie艣 za zakr臋tem 500-700m dalej. Mia艂em wra偶enie, widz臋 ich ostatni raz przed met膮 i nale偶y przycisn膮膰 jeszcze 2-3 minuty i ich doj艣膰, bo to jest ju偶 鈥濼A鈥 selekcja. Jeszcze tylko rozejrza艂em si臋 po grupie, ale widz臋 偶e nikt nie chce doskoczy膰 ze mn膮. Chwila wahania i 鈥 stoj臋. Nigdzie nie jad臋. W mojej grupie jedzie co najmniej 4 osoby, kt贸re jecha艂y Imagis rok temu. W grupie pierwszej tylko Jacek K.

Niebieskie koszulki niemal gwarantuj膮 spokojne tempo, brak rywalizacji i mi艂膮 atmosfer臋. Nie wiem jak by艂o z przodu, ale w jad膮c w tej grupie wiem, 偶e nie pomyli艂em si臋. Jeszcze chwila rozmowy z Jurkiem T. i ju偶 wiedzia艂em, 偶e nie b臋d臋 goni艂 czo艂贸wki. To nie jest wy艣cig.

Od samego pocz膮tku by艂em zaskoczony profesjonaln膮 organizacj膮. Dojazd do PK by艂 przyjemno艣ci膮, a nie przykrym obowi膮zkiem. Jeszcze par臋 godzin temu, lokalizacja PK co 50-100 km by艂a dla mnie rozwi膮zaniem nieco niepokoj膮cym. By艂em przyzwyczajony do ci膮g艂ej jazdy przez 4-6 i wi臋cej godzin bez zatrzymania, a tutaj musze zatrzymywa膰 si臋 co 2 godziny. Nie wiedzia艂em jak to wp艂ynie na moj膮 psychik臋. Na szcz臋艣cie obs艂uga robi艂a wszystko zdecydowanie, z u艣miechem na ustach i dobrym s艂owem. Wida膰 by艂o i czu膰 od razu, 偶e oni s膮 dla nas, 偶e chc膮 nam pomaga膰, robi膮 to z przyjemno艣ci, nie z obowi膮zku. Do 3PK [147km] by艂o troch臋 bruku.

Tam dowiedzia艂em si臋, 偶e Paris-Rubaix nie jest dla mnie. 300m kostki i trac臋 do Jurka S. 200m. a wje偶d偶a艂em przed nim. Mo偶e ba艂em si臋 o sprz臋t? A mo偶e chc臋 jeszcze kiedy艣 mie膰 dzieci? Jecha艂em wolno, bardzo wolno. Jurek S. mia艂 tam k艂opot z przerzutk膮. Okaza艂o si臋 by膰 wszystko w porz膮dku, cho膰 tempo spad艂o.

Gdzie艣 tam po drodze z艂apa艂a nas burza. Jaki deszcz by艂 wida膰 na za艂膮czonych filmach i obrazkach. Zatrzyma艂em si臋, 偶eby si臋 ubra膰. Nie po to wozi艂em ze sob膮 ca艂y ekwipunek, 偶eby teraz marzn膮膰. 3 osoby jeszcze zak艂adaj膮 peleryny. Po Krowiarkach [patrz: 13.05.06 Krowiarka] wiedzia艂em co to wyzi臋bienie. Za艂o偶y艂em wszystko co mia艂em: r臋kawki, nogawki, kurtk臋 i pianki na buty. Op艂aci艂o si臋, przynajmniej potem by艂o ciep艂o. Mokro ale ciep艂o. Nast臋pne kilka kilometr贸w w t臋tnie prawie maksymalnym. Na liczniku 45 nie schodzi, a grupy nie wida膰. [Wida膰 by艂o im zimno i rozgrzewali si臋 :D]

Na PK w Lubniu [184km] by艂em 14:35. Grupa te偶 tam by艂a. Do nast臋pnego PK w Pile [226] dopad艂a nas jeszcze jedna taka ulewa. Potem dla rozgrzewki troch臋 poharcowa艂em, to podgoni艂em tempo, a to urz膮dzi艂em sobie ma艂y drifting za ci臋偶ar贸wk膮. Od 偶ony dowiedzia艂em si臋, 偶e nie wie gdzie jestem, bo mojego nazwiska nie ma. Poskar偶y艂em si臋 na PK w Rudzie o 17:20. Chwil臋 p贸藕nej ju偶 by艂o wszystko ok. wiedzia艂a ju偶, 偶e jad臋 w drugiej grupie i 偶e na pewno nie odpuszcz臋 [ja tego jeszcze na pewno nie wiedzia艂em :D].

Gdzie艣 po drodze Jurek T. zaatakowa艂 ostro przed PK. Droga by艂a pi臋kna [chyba obwodnica Pi艂y, ale nie jestem pewien] lekki zjazd i 艂uk w lewo doskonale wyprofilowany i 艣liczny asfalt. Osi膮gn膮艂em tam [w pogoni za Jurkiem] maksymaln膮 pr臋dko艣膰 w ca艂ym rajdzie 69,8 km/h. Kolejny pech [niestety nie ostatni] mia艂 Jurek S, kt贸ry to z艂apa艂 kapcia.

Do 鈥瀂艂otej Karczmy鈥 zajechali艣my o 19:05. Pierwsza grupa, ju偶 10 osobowa w艂a艣nie wyje偶d偶a艂a. Korci艂o pojecha膰 z nimi, ale jeszcze bardziej korci艂o ciep艂e jedzonko. Grupa troch臋 si臋 podzieli艂a i my艣la艂em, 偶e po tym DPK po艂膮czymy si臋 znowu, ale niestety. Jurek T. zadysponowa艂 oko艂o 20:30 dalsz膮 jazd臋. Nie ka偶dy chcia艂 jecha膰. Tyle co zjedli艣my i umyli艣my si臋 i w drog臋.

Noc 1.

W noc wjechali艣my w pi膮tk臋. Jurek T. [ju偶 prawie do ko艅ca jechali艣my razem] Jurek S, Andrzej K, Piotr K. i ja. To b臋dzie moja pierwsza nocka na rowerze na asfalcie. Lampki mam prawie nie u偶ywane, nawet nie wiem ile wytrzymuj膮. Ale 偶e to diody to si臋 zbytnio nie martwi臋. Halogena nie mam, bo nie zd膮偶y艂em kupi膰 [nie chcia艂o mi si臋, bo nie planowa艂em nocnej jazdy - ale w grupie ra藕niej, wiec si臋 zdecydowa艂em bez wahania]. Po drodze kilkukilometrowy odcinek remontowanej nawierzchni. Na mijankach je藕dzimy drug膮 [remontowan膮] stron膮 jezdni, poprzedzaj膮ca nas grupa mia艂a tu przygody z Wielkim Samochodami z Du偶ymi Naczepami. My przeje偶d偶amy spokojnie, w sumie nieco szybciej od jad膮cych obok samochod贸w. 286km drogi krajowej nr. 10 [godzina oko艂o 21:45] to wielki pech Jerzego S. Z艂amany obojczyk, dla niego koniec jazdy. Dwie godziny czekamy na karetk臋, bo pani w dyspozytorni nie mo偶e si臋 zdecydowa膰, kt贸ry to powiat. Przyje偶d偶a r贸wnie偶 policja i w贸z techniczny. Oko艂o 23:30 jedziemy dalej.

Fatalna nawierzchnia, kt贸ra wyeliminowa艂a nam koleg臋, ko艅czy si臋 dos艂ownie 500m dalej. Zaczyna si臋 dobry asfalt, kt贸ry ci膮gnie si臋 a偶 do W艂oc艂awka. Zwr贸ci艂em uwag臋 na wyj膮tkowo dobrze wykonane w tamtej okolicy 艣cie偶ki rowerowe. S膮 to trzypasmowe jezdnie, kt贸re oznakowane s膮 niebieskimi prostok膮tnymi tablicami z bia艂ym samochodzikiem. :D One chyba informuj膮, 偶e czasem przeje偶d偶a tamt臋dy jaki艣 zab艂膮kany kierowca :D. W nocy, jak to w nocy ciemno jest, nie wiem jakie mamy tempo jazdy, ale na 424 km we W艂oc艂awku byli艣my o 1:46.

Na nast臋pny PK [484 G膮bin 4:43] jecha艂o si臋 艣wietn膮 drog膮, w ca艂kowitych ciemno艣ciach, z rzadka tylko przerywanych przez 艣wiat艂a samochod贸w. Droga praktycznie pusta, z ca艂kiem przyzwoitym asfaltem. By艂 czas na rozmowy, og贸lnie odpr臋偶enie, tempo niezbyt szybkie. Pod koniec nocy by艂em ju偶 na skraju snu. 20 godzin to maks jaki uda艂o mi si臋 osi膮gn膮膰. Rower odje偶d偶a艂, a oczy patrzy艂y ju偶 w nico艣膰. Uda艂o si臋 nam [z Jurkiem T.] przespa膰 godzin臋 w samochodzie technicznym. Andrzej K. i Piotr K. pojechali dalej.

Wsta艂em 艣wie偶utki i wypocz臋ty. Tak przynajmniej mi si臋 wydawa艂o.

Dzie艅 2.

Dobrze 偶e jecha艂em w nocy. Krajobrazy niczego sobie. Odda艂bym te wszystkie widoki za talerz cienkiego i zimnego barszczu. Oto opis mijanych ciekawostek: p艂asko przez wie艣, p艂asko, p艂asko, 鈥, p艂asko przez wie艣, 鈥 p艂asko, droga na Sochaczew, [troch臋 mnie mdli od tej hu艣tawki], p艂asko i w dalszym ci膮gu p艂asko, PK 540km 8:15. Na szcz臋艣cie ruch samochodowy nieco si臋 wzm贸g艂, pojawi艂 si臋 te偶 pan w niebieskim Cinquecento [fotki bardzo prosz臋 na maila].

Nast臋pnie za PK pojawi艂o si臋 ma艂e urozmaicenie. Mianowicie zrobi艂o si臋 鈥 P艁ASKO!!! Coraz silniejszy wiatr i wi臋ksza liczba samochod贸w zw艂aszcza na warszawskich numerach [g艂贸wnie WI oraz WGR] urozmaica艂a i wzbogaca艂a tras臋. To im chyba musz臋 dzi臋kowa膰, 偶e si臋 nie wycofa艂em.

Z przyjemno艣ci膮 gdzie tylko mog艂em utrudnia艂em im ruch, je偶d偶膮c prawie 偶e w rowie, bo im nie chcia艂o si臋 zjecha膰 lekko w lewo. W 呕yrardowie mieli艣my p贸艂 godziny przerwy na kaw臋. Mo偶e troch臋 pomog艂a, sam nie wiem. Jecha艂em jak w transie, nie chcia艂o mi si臋 nawet wymachiwa膰 艣rodkowym palcem, do co wi臋kszych tr膮b w tirach pojawiaj膮cych si臋 z nienacka tu偶 obok lewego ramienia.

Boczny prawy wiatr wia艂 przyzwoicie. Da艂 mi si臋 nie藕le we znaki. Uda艂o nam si臋 odjecha膰 dw贸m deszczom, kt贸re jak p贸藕niej si臋 dowiedzieli艣my zmoczy艂y Zdzis艂awa K. Od 偶ony dowiedzia艂em si臋, 偶e jedzie za nami jakie艣 20-30km. Postanowili艣my nie da膰 si臋 dogoni膰 przed Gr贸jcem. Nie by艂o to trudne, cho膰 Zdzisiek kopyto ma jak ma艂o kto. W Gr贸jcu nie by艂o wozu na PK [600km], wi臋c zatrzymali艣my si臋 na brzoskwinie gdzie艣 tam przy E7 gdzie od wiek贸w sprzedaje si臋 owoce.

Jurek zdrzemn膮艂 si臋 10 minut. Potem ze 20 minut opowiada艂 co mu si臋 艣ni艂o. Powolutku zbli偶ali艣my si臋 do Radomia, czekaj膮c na nadje偶d偶aj膮cego z ty艂u Zdzis艂awa K. [nr. 1]. Obwodnica w Bia艂obrzegach okaza艂a si臋 by膰 zamkni臋ta z powodu wywr贸conego do rowu Tira Tesco. Po drugiej stronie w grz膮skiej ziemi utkn膮艂 d藕wig co to mia艂 go wyci膮ga膰. Kolejna super 艣cie偶ka rowerowa tylko dla nas.

Zdzis艂aw K. dogoni艂 nas w ostatniej chwili, ze trzy kilometry przed PK w Radomiu [660km 13:10]. Tam czeka艂a na nas Alicja z talerzem 艣wie偶ych kanapek, wod膮 i col膮. Byli te偶 nasi maruderzy Andrzej K. z Piotrem K. Dalej pojechali艣my razem. Ch艂opaki prawie by zab艂膮dzili w Radomiu, ale jako艣 dali艣my rad臋. Przez chwil臋 by艂 fatalny asfalt, tempo 18km/h [co prawda pod g贸r臋], ale nie wytrzyma艂em i poci膮gn膮艂em. Na k贸艂ko wszed艂 jak zawsze obecny Jurek T. i tak oto grzali艣my ze 30-35 w stron臋 I艂偶y. Byle co艣 ciep艂ego zje艣膰 przespa膰 si臋 i dalej ju偶 do ko艅ca. Niestety by艂o dalej ni偶 przypuszcza艂em. Ju偶 prawie si臋 za艂ama艂em psychicznie, bo to by艂o ju偶 chyba ponad 1,5 godziny [a my艣la艂em, 偶e ju偶 blisko] w takim tempie, ale w ko艅cu dojechali艣my na miejsce [700km 15:20]. Oczywi艣cie nie oby艂o si臋 bez przygody. Jaki艣 baran wyjecha艂 z drogi podporz膮dkowanej r贸wno i prawid艂owo jad膮cemu Jurkowi. Na ca艂e szcz臋艣cie Jurek w ostatniej chwili skr臋ci艂 i wybroni艂 si臋, ocieraj膮c prawie o samoch贸d tego durnia. Na miejscu garnek pierog贸w z mi臋skiem [chyba z kota, albo innego szczura] wzi膮艂em do pokoju, bo jako艣 nie chcia艂o mi si臋 je艣膰. Zjad艂em zaraz po tym jak si臋 obudzi艂em :D. Wcze艣niej jeszcze dosta艂em od Jurka S. [kt贸ry tam balowa艂 z r臋k膮 w gipsie] ma艣膰 na swoje naci膮gni臋te 艣ci臋gno Achillesa. Pomog艂a rewelacyjnie. Szkoda, 偶e nie pami臋tam co to by艂o. Wyruszyli艣my w dalsz膮 drog臋 ju偶 sami z Jurkiem. By艂o ju偶 ciemno.

Noc 2.

Jakie mieli艣my tempo nie mog臋 powiedzie膰, bo nie widzia艂em. Fakt 偶e do Wis艂y jecha艂o mi si臋 ca艂kiem nie藕le. Do W艂ostowa [PK 751km] dojechali艣my o 23:06. Za szybko jak si臋 鈥瀌owiedzieli艣my鈥 od ch艂opak贸w z obs艂ugi. Potem zjazd i jako taka droga do Nowej D臋by. Jedyne co pami臋tam, to 偶e o ma艂o co si臋 nie zabi艂em wje偶d偶aj膮c nagle na jaki艣 kraw臋偶nik na wiadukcie, kt贸rego wcale nie by艂o wida膰. Jako艣 uda艂o mi si臋 wybroni膰 a i opony na szcz臋艣cie wytrzyma艂y. Jurek mia艂 kolejny niemi艂y incydent. Autobus z pr臋dko艣ci膮 chyba ze 110 albo nawet i 120km/h przemkn膮艂 tu偶 obok niego. Jecha艂em troch臋 z ty艂u i widzia艂em jak jego tylna lampka ta艅czy na drodze. My艣la艂em, 偶e go zahaczy艂, ale na szcz臋艣cie nie. Oby艂o si臋 na strachu. Mia艂em tam taki kryzys, ostro jednak siedzia艂em Jurkowi na k贸艂ku. W zasadzie jak kryzys prze艂ama艂em to zacz臋艂y si臋 problemy ze 艣ci臋gnem.

Pami臋tam, 偶e na obwodnicy w G艂ogowie Ma艂opolskim zacz膮艂em je艣膰 znienawidzone dzie艅 wcze艣niej sezamki, byle tylko nie my艣le膰. Zjad艂em chyba ze 3 albo 4 paczki. W Rzeszowie 鈥濸od Skrzyd艂ami鈥 [PK 861 km 4:25] urz膮dzi艂em sobie ma艂膮 drzemk臋, oko艂o p贸艂 godziny, a potem jak ju偶 艣wita艂o wyjechali艣my dalej.

Dzie艅 3.

Nie by艂o ju偶 szans na wynik poni偶ej 50 godzin. By艂a jeszcze nadzieja na 52 godziny, ale wszelkie pr贸by nabrania tempa hamowa艂 niemi艂osierny wiatr. Doskonale studzi艂 nasze zapa艂y. Ja marzy艂em ju偶 tylko, 偶eby by艂 ju偶 Sanok. Drog臋 zna艂em doskonale i wiedzia艂em, 偶e od Sanoka to ju偶 mnie nic nie zatrzyma. Mia艂em nadziej臋 spotka膰 gdzie艣 po drodze Kondora, pora by艂a w艂a艣ciwa. Zn贸w idealnie w tempo podjechali艣my na stacj臋 benzynow膮.

Ledwo postawili艣my rowery i weszli艣my do 艣rodka, jak zacz臋艂o la膰 jak z cebra.
Zjedli艣my, wypili艣my i oko艂o 8 pojechali艣my przez miasto dalej. Wcze艣niej dowiedzieli艣my si臋, 偶e nie b臋dzie PK w Lesku, wiec mieli艣my zapasy wody a偶 do Ustrzyk. W Zag贸rzu na g贸rce mia艂em nadziej臋 ze na zje藕dzie do Posto艂owa pobij臋 dotychczasowe Vmax, ale wiatr i deszcz skutecznie wyhamowa艂 mnie do 40! Przed Ustrzykami Dolnymi dogoni艂 nas samoch贸d techniczny, ale szczeg贸lnie potrzebowa艂em banan贸w. Tego nie mieli, tego brakowa艂o mi ca艂膮 drog臋. 10km dalej ze wzgl臋du na zaawansowany b贸l 艣ci臋gna, kaza艂em Jurkowi jecha膰 do mety samemu. Odjecha艂 na 300m. Widzia艂em, 偶e mia艂 trudno艣ci z pojechaniem szybciej. Przez d艂u偶sz膮 chwil臋 jechali艣my r贸wno. Dogoni艂em m艂odego rowerzyst臋 na g贸ralu. Chwil臋 pojechali艣my razem jego wolnym tempem. Odpowiada艂o mi to towarzystwo, bo lekko zwolni艂em i mog艂em odpocz膮膰 zw艂aszcza praw膮 nog臋, a po drugie rozmowa toczy艂a si臋 ca艂kiem przyjemnie.

Do Czarnej nie艣wiadomie tempo wzros艂o do 30km/h. Wtedy to pomy艣la艂em, 偶e ja te偶 dam rade przyjecha膰 przed 13. Jeden podjazd, potem zjazd i ostro do przodu. Ponad 30km/h to ju偶 prawie nie wchodzi艂em, ale i tak wydawa艂o mi si臋, 偶e p臋dz臋 na z艂amanie karku. Gdzie艣 tam znowu poczu艂em wiatr i tempo od razu spad艂o do dwudziestu kilku km/h, a偶 do znaku 鈥濽strzyki Grn. 14km鈥. Spojrza艂em na zegarek. By艂a godzina 11:58.

Mia艂em godzin臋 na przejechanie 15 km i przed sob膮 p艂ask膮 drog臋. Lekko w g贸r臋, ale bez ostrych podjazd贸w. Wtedy ju偶 wiedzia艂em, 偶e sko艅cz臋 ten maraton, cho膰bym mia艂 j臋zykiem si臋 podpiera膰. Na mecie tr贸jka zwyci臋zc贸w bi艂a brawo. Zmotywowa艂o mnie to do ostrego finiszu. Prze艂o偶enie 39×17 i ostro do przodu. Mo偶e nawet dobi艂em do 40km/h? wi臋cej to by艂oby chyba ci臋偶ko.

Mi艂a pani w recepcji wpisa艂a w ksi膮偶eczk臋 czas: 12:37.

Co dzia艂o si臋 potem tego nie opisz臋, bo 偶ona a w przysz艂o艣ci dzieci, czyta膰 b臋d膮.
Serdecznie dzi臋kuj臋 wszystkim uczestnikom, organizatorom i obs艂udze technicznej. Spisali艣cie si臋 na medal. M贸j odda艂em swojej ma艂ej c贸reczce, kt贸ra kibicowa艂a tatusiowi na ca艂ej trasie. Dzi臋kuj臋 r贸wnie偶 偶onie za wsparcie moralne, po艣wi臋cenie i prac臋, kt贸r膮 musia艂a w艂o偶y膰, 偶ebym m贸g艂 uczestniczy膰 w tej wspania艂ej przygodzie.

Popularity: 15% [?]

Autor: Gregory Wpisano: 24 sierpie艅 2006
Kategorie: Imagis, relacje | bez komentarzy »