Relacja z Pucharu Polski w Maratonach Szosowych (Choszczno - “P臋tla Drawska” 11-12 czerwca 2005)
Rupert
Czy mi艂a zabawa i zaj臋cie czo艂owych miejsc na maratonie w 艁obzie nie podsun臋艂o nam kolejnego genialnego pomys艂u?? Ale偶 oczywi艣cie 偶e tak. Jak tylko spotkali艣my si臋 po pierwszym maratonie, od razu podj臋li艣my decyzje 偶e we藕miemy udzia艂 w kolejnym. 10- 12 czerwca to data kolejnego Szosowego Maratonu Rowerowego ,,P臋tla Drawska”.
Zg艂oszenie posz艂o ju偶 pod koniec maja. Kamila Walasiak, Albin Kozakiewicz, Marek B膮k, Krzysztof 艁膮czak i ja postanowili艣my po raz drugi zmierzy膰 si臋 z dystansem i z w艂asnym wysi艂kiem. A wi臋c formularz zg艂oszenia poszed艂, kasa zosta艂a wys艂ana, kolejny wa偶ny termin to data kiedy spotkali艣my si臋 u mnie aby przejrze膰 i naprawi膰 ewentualne cz臋艣ci w naszych bikach. Ka偶dy z nas nie m贸g艂 doczeka膰 sie tego maratonu. Zapowiada艂a si臋 ostra jazda po艂膮czona z mi艂ym wypoczynkiem. Ja sam chcia艂em sie jak najlepiej do niego przygotowa膰. Zaraz po ,,艂obeskim” zacz膮艂em razem z kumplami trenowa膰, zdrowo sie od偶ywia膰, 艂yka膰 witaminy (a szczeg贸lnie magnez, kt贸ry zapobiega skurczom!!)
No c贸偶, dzie艅 przez wszyscy byli spakowani, wymieniali艣my jeszcze zdania na temat ubiory na sam wy艣cig, poniewa偶 pogoda nie zapowiada艂a sie na rewelacyjn膮. Dnia 9 czerwca wsiedli艣my do busa razem z naszymi ,,rumakami” i plecakami i ruszyli艣my na kolejn膮 ,,wielka wypraw臋” my艣l臋 偶e ten wyjazd mo偶na spokojnie tak nazwa膰. Maraton w 艁obzie by艂 pewna form膮 zabawy. Nikt z nas nie przypuszcza艂, 偶e ta impreza odb臋dzie si臋 na tak wysokim szczeblu, a tym bardziej 偶e nikt z nas nie osi膮gnie tak zadowalaj膮cych wynik贸w.
Do Choszczna jechali艣my maj膮c juz wszystkie sprawy ,,zapi臋te na ostatni guzik” Zg艂oszenie przyj臋te, kasa wys艂ana, zgoda od rodzic贸w i lekarza by艂a, nocleg w szkole (dok艂adnie w klasie) za艂atwimy, rowery gotowe do jazdy a my z wielkim entuzjazmem siedzieli艣my w busie i z wielkim zapa艂em rozmawiali艣my ju偶 o samym wy艣cigu. Dojechali艣my na miejsce ko艂o godz. 17. By艂o tam juz sporo uczestnik贸w.
Podziwiali艣my inne rowery, marki, osprz臋t i przypuszczalne ceny jakie musieli da膰 za nie ich w艂a艣ciciele. Jedna nie mieli艣my (nie mamy i mam nadzieje, 偶e nie b臋dziemy mie膰 偶adnych zastrze偶e艅 co do swoich rower贸w. Jakie s膮, takie s膮, ale opr贸cz roweru liczy si臋 tak偶e co potrafi jego w艂a艣ciciel. A wi臋c na samym pocz膮tku dostali艣my numerki startowe, drobne upominki i ga偶dzety i jak si臋 okaza艂o potem………..nie ma miejsca w szkole. Jedyne miejsce gdzie mo偶na przenocowa膰 to sala gimnastyczna. Jednak ten problem rozwi膮zali艣my szybko i bez problemu (g艂贸wnie dzi臋ki organizatorom, kt贸rym nale偶y si臋 RESPECT). G艂贸wny organizator postanowil udost臋pnic nam……szatni臋 przy sali gimnastycznej. Stwierdzili艣my: czemu nie?? Prysznice pod r臋k膮, sporo miejsca, rowerki jest gdzie schowa膰. Bierzemy!
Rozlokowali艣my si臋 w naszym tymczasowym ,,pokoju wypoczynkowym” i by艂o spoko. Mi艂a atmosfera, mili ludzie, 偶adnych zgrzyt贸w, problem贸w. Wszystko za艂atwione przez organizator贸w co to ,,joty” Odprawa techniczna odby艂a si臋 o godzinie 22.00 i by艂a bardzo jasna. S臋dziowie przypomnieli o najwa偶niejszych punktach, pokazali w jaki spos贸b jest oznakowana trasa (kolejny uk艂on w stron臋 organizator贸w, za 艣wietne oznakowanie trasy), powiedzieli gdzie nale偶y uwa偶a膰, gdzie znajduj膮 si臋 punkty kontrolne i 偶ywieniowe. No c贸偶…..Nie zosta艂o nam nic innego jak wyczekiwa膰 jutrzejszego dnia…dodajmy: WIELKIEGO DNIA.
Wieczorem po艂o偶yli艣my si臋 wcze艣niej spa膰 (w mi臋dzy czasie zapoznali艣my si臋 z jakimi艣 ,,laskami” z Choszczna ale to 偶adna rewelacja;];])) Rano o godzinie 7.30 zadzwoni艂y wszystkie budziki w naszych telefonach. Wstajemy, jaki艣 prysznic i 艣niadanko.
Oczywi艣cie by艂o adekwatne do sytuacji, jaki艣 banan, jogurt, ry偶 albo ser. Zerkni臋cie przez okno u艣wiadomi艂o nas w przekonaniu, 偶e pogoda b臋dzie wy艣mienita: s艂oneczko pra偶y, 偶adnej chmurki. Ubieramy si臋 ,,na kr贸tko”. Ostatnie poprawki je偶eli chodzi o 偶arcie na maraton, klucze i inne przedmioty.
Zamykamy nasz膮 ,,rezydencje” i wskakujemy na rowerki. Szczerze m贸wi膮c cholernie si臋 denerwowa艂em. Mn贸stwo uczestnik贸w, wida膰 偶e zawodowcy a my ,,laicy”. Z prowincji na dodatek. No ale nic, m贸wi si臋, 偶e nie szata (chyba rower) zdobi cz艂owieka. Dojechali艣my na miejsce startu. Wszystko ekstra przygotowane, sporo widz贸w i oczywi艣cie mn贸stwo pasjonat贸w tego sportu. Wszystko uk艂ada艂o si臋 bardzo dobrze do momentu, kiedy na niebie pojawi艂y si臋 siwe chmurki. S艂o艅ce zasz艂o, zrobi艂o si臋 zimno i zacz膮艂 wia膰 zimny wiatr. Decyzja by艂a jednomy艣lna: grzejemy bo bluzy do bazy.
Ubrani cieple (cho膰 nie powiem, 偶eby by艂a to jaka艣 rewelacja), maj膮c jeszcze sporo wolnego czasu (zd膮偶yli艣my ju偶 za艂apa膰 si臋 na wsp贸lne zdj臋cie dla wszystkich) postanowili艣my po艣miga膰 na rowerkach po okolicy. Wia艂o niemi艂osiernie, czeka艂em tylko na deszcz, kt贸ry mia艂 spa艣膰 lada chwila. Start naszej grupy przewidzieli na 10. 15. Wpadli艣my na start jako艣 po 9. W mi臋dzyczasie zapoznali艣my si臋 z Karolem i Radkiem (spoko ziomki, te偶 startowali, pozdro dla nich).
Bo偶e czy to ma by膰 tak zimno przez ca艂y maraton?? Ca艂y czas zadawa艂em sobie to pytanie spogl膮daj膮c na niebo. O 10. ju偶 byli艣my przy linii mety. Tu偶 przed naszym startem musieli艣my jeszcze przewiesi膰 numery startowe na koszulkach (by艂y za wysoko:). Stan臋li艣my na starcie, Ka偶dy zmarzni臋ty, zdenerwowany ale z u艣miechem na twarzy. Bo czy mo偶e by膰 cos pi臋kniejszego ni偶 kolejny maraton…..??
S臋dzia podni贸s艂 chor膮giewk臋 i us艂yszeli艣my gwizdek. Jazda!!. Kilku mieszka艅c贸w Choszczna zacz臋艂o bi膰 nam brawo. Ekstra. Ruszyli艣my. OD razu ostawili艣my sie dw贸jkami. Jecha艂em z przodu. Strasznie zmarz艂em czekaj膮c na t膮 chwil臋, ale wiedzia艂em, 偶e jeszcze chwila i zaraz si臋 rozgrzej臋. Jak na razie nie pada艂o….ufff. A co do trasy…. Nasz najbli偶szy punkt zaczepienia to Kalisz pomorski, do kt贸rego mieli艣my jakie艣 30 km. Pogoda nie zamierza艂a si臋 poprawi膰.
Jednak kolejne g贸rki powodowa艂y, 偶e by艂o w miar臋 ciep艂o. Mijali艣my kolejne miejscowo艣ci. Ludzie, stoj膮c przy w艂asnych bramkach, patrzyli na nas ze zdumieniem. Dojechali艣my do Drawna. Wszyscy czuli si臋 bardzo dobrze. Jechali艣my razem, ko艂o w ko艂o. Co jaki艣 czas zmieniali艣my osoby b臋d膮ce z przodu. A sprz臋t…Jak na razie wszystko by艂o OK, 偶adnej gumy. J
echali艣my jednym tempem, oko艂o 28 km/h. My艣l臋, 偶e by艂o to t臋po adekwatne do pogody, ukszta艂towania terenu i naszych mo偶liwo艣ci. Co jaki艣 czas wyprzedza艂y nas grupy kolarzy, cho膰 nie powodowa艂o to w nas jakichkolwiek negatywnych uczu膰. My mieli艣my siebie na wzajem, wzajemn膮 pomoc i wsp贸lny cel: szcz臋艣liwie i z zadowalaj膮cym czasem dojecha膰 do mety. mi臋dzy Choszcznem a Kaliszem droga by艂a udana. Niewiele wzniesie艅, stan asfaltu (i nasz) dobry.
Do Kalisza wjechali艣my spokojnie, bez wi臋kszych problem贸w, nie by艂o 偶adnego problemu z oznakowaniem, poprostu ca艂a trasa by艂a 艣wietnie oznakowana i naprawd臋 trzeba by艂o by膰 ,,debe艣ciakiem” 偶eby si臋 zgubi膰. Z prywatnych 藕r贸de艂 wiedzieli艣my, 偶e odcinek Kalisz Pomorski - Drawsko Pomorskie to najtrudniejszy odcinek w ca艂ym maratonie. No w ko艅cu jechali艣my po Pojezierzu Drawskim. Zaraz za Kaliszem zacz臋艂y si臋 g贸rki. A co do pogody…..bleee. Jednak moim skromnym zdaniem te g贸rki ,,urozmaici艂y” nasz膮 jazd臋 i czas sp臋dzany na siode艂ku. Je偶eli chodzi o profil trasy: zjazd - podjazd, zjazd - podjazd itd.
Czy to spowodowa艂o 偶e os艂abli艣my ??Nie….Wszamali艣my po batonie i bananie, zapili艣my to 偶ywcem (oczywi艣cie wod膮) i jechali艣my dalej. Bardzo by艂em ciekaw jak b臋dzie wygl膮da艂a trasa przed samym Drawskiem. S艂ysza艂em, 偶e g贸rki s膮 tam wi臋ksze a pomi臋dzy dobr膮 nawierzchni膮 wyst臋puj膮 tzn. ,,kocie 艂by”. Dlaczego….?? Poligon wojskowy, czo艂gi, samochody opancerzone i takie tam. Kolejna, o wiele wy偶sza i bardziej stroma g贸rka u艣wiadomi艂a nas, 偶e zbli偶amy si臋 do Drawska. Teraz zdobywali艣my kolejne takie g贸rki, co wydaje mi si臋 nie by艂o wielk膮 rewelacj膮, poniewa偶 na ka偶d膮 kolejn膮 g贸rk臋 wje偶d偶ali艣my praktycznie si艂a rozp臋du. No na pewno nie na ca艂膮, ale my艣l臋, 偶e na po艂ow臋 to spokojnie.
Tak jak mo偶na by艂o si臋 tego spodziewa膰 zacz臋艂y si臋 r贸wnie偶 ,,kocie 艂by”, cho膰 nie by艂y wcale takie tragiczne:] Ka偶dy z nas z ut臋sknieniem wyczekiwa艂 Drawska i punktu 偶ywieniowego, bo nie ma co ukrywa膰, ko艅czy艂y si臋 batony i banany, a w bidonach ,,chlupa艂o” coraz mniej wody. Chyba odcinek Kalisz- Drawsko pozwoli艂 nam wyprzedzi膰 najwi臋cej innych kolarzy. Dlaczego…?? Przewa偶nie byli to Ci kt贸rzy jechali na ,,du偶膮 p臋tl臋” wi臋c musieli oszcz臋dza膰 swoje si艂y. Ale na pewno by艂 to bardzo sympatyczny przejazd: mijasz takiego go艣cia i s艂yszysz: ,,powodzenia” albo ,,nie藕le ch艂opaki grzejecie”.
To chyba wa偶ne s艂owa dla takiej osoby. No ale mniejsza a tym. Po pokonaniu kolejnej g贸rki ukaza艂 si臋 znak Drawska a w nim punkt 偶ywieniowy. Zaje偶d偶amy na punkt a tam……..czego dusza zapragnie: kanapki, batony, banany, p膮czki, ciasto, jogurty. Jednak cala rado艣膰 nie trwa艂a d艂ugo. Uzupe艂nili艣my przydzielony nam zapas i ruszyli艣my dalej. Kolejna miejscowo艣膰 to 艁obez - nasza rodzinna dziura. Trasa Drawsko- 艁obez to by艂 mi贸d, malina. Ca艂y czas z g贸rki, praktycznie zero podjazd贸w a przed samym 艁obzem p艂asko. Ten odcinek pozwoli艂 nam si臋 zregenerowa膰, nogi odpocz臋艂y, kr臋gos艂up si臋 troch臋 ,,naprostowa艂”, r臋ce si臋 rozlu藕ni艂y. AHA!! Prawie bym zapomnia艂 o Bogdanie. Przyczepi艂 si臋 do nas w Drawsku. Go艣膰 pod 30-tke, niez艂y sprz臋t i sam w sobie by艂 spoko (pozdro dla niego).
Wje偶d偶aj膮c do 艁obza musieli艣my wyprzedzi膰 jak膮艣 pani膮 w Golfie (cholernie si臋 wlek艂a, to j膮 wyprzedzili艣my na przeje藕dzie kolejowym;];]) Do 艁obza wje偶d偶amy dumnie…Znamy tu du偶o ludzi. Co niekt贸rzy zatrzymuj膮 si臋 i patrz膮 na nas. Punkt kontrolny i 偶ywieniowy ma si臋 mie艣ci膰 przy 艁DK ale jak si臋 okazuje zastajemy go przy ,,pomniku”.
Na punkcie czekaj膮 nasi rodzice, tatusie, mamusie, siostrzyczki i braciszkowie…Pakuj膮 nam kieszenie jedzonkiem i daj膮 偶eby艣my jedli. Opcha艂em si臋 jak nic….Z reszt膮 chyba nie tylko ja. Ka偶dy z nas nie do艣膰 偶e by艂 ob艂adowany 偶arciem to jeszcze sam si臋 tego najad艂. Po艣wi臋cili艣my na tym punkcie ca艂e 2 minuty a droga do W臋gorzyna to bym istny koszmar. Sam si臋 na siebie wkurzy艂em, 偶e pozwoli艂em sobie a偶 tyle zje艣膰 i jeszcze zala艂em to Danwiw膮 偶eby by艂o 艣mieszniej.
Ca艂y czas trzyma艂 si臋 nas Bogdan. Jak si臋 p贸藕niej okaza艂o, nigdy w 偶yciu nie przejecha艂 tak d艂ugiego dystansu za jednym zamachem. Troch臋 si臋 z niego 艣miali艣my a on sam powiedzia艂, 偶e jak dojedzie na met臋 to…………………ogoli sobie nogi. My艣la艂em, 偶e pospadamy z ch艂opakami z siode艂ek ze 艣miechu. Chyba na trasie W臋gorzyno - Recz ka偶dy nas prze偶ywa艂 najwi臋kszy kryzys (przynajmniej ja). Nagle wszyscy zaniem贸wili, ka偶dy patrzy艂 na ko艂o zawodnika z przodu albo na asfalt.
Nikt nie podnosi艂 g艂owy, nie ogl膮da艂 si臋 na innych albo do ty艂u, czasem tylko kto艣 si臋gn膮艂 po bidon albo do kieszeni po k臋sa batona (ca艂ego nie daliby艣my na raz zje艣膰). A co do pogody: nadal by艂a fatalna. Wia艂 wiatr, by艂em pewny, 偶e zaraz lunie ulewa, og贸lnie nie by艂o przyjemnie. Przed samym Reczem B膮czek z艂apa艂 kapcia z ty艂u. Nasza reakcja by艂a natychmiastowa. Pompka, zaworek i poszed艂. Kolo napompowali艣my ale niewiele to da艂o. Postanowili艣my dojecha膰 do Recza i tam zahaczy膰 o jaki艣 CPN. Na nasze szcz臋艣cie przy samym wje藕dzie by艂 Orlen (nie 偶ebym reklam臋 robi艂). Zaje偶d偶amy i tak jakby ka偶dy wiedzia艂 co ma robi膰. Jeden odkr臋ca kolo, drugi szykuje d臋tk臋, trzeci 艂atk臋 i klej a czwarty czeka z pompk膮 ci艣nieniow膮. Wszystko trwa艂o dos艂ownie moment. By艂em pod wra偶eniem jak szybko i jak skutecznie sobie poradzili艣my sobie z tym problemem. Ka偶dy chcia艂 pom贸c, nikt nie stroni艂 si臋 od tego. I to chyba jest najwa偶niejsze w teamie, 偶eby jeden m贸g艂 liczy膰 na drugiego. My艣le, 偶e ta sytuacja by艂a dla nas najwa偶niejszym sprawdzianem, jak potrafimy zachowa膰 si臋 b臋d膮c w grupie. Ka偶dy z nas wykonywa艂 te czynno艣ci z jakim艣 ,,b艂yskiem w oku”, tak jakby chcia艂 powiedzie膰: nie martw si臋 B膮czek, zaraz Ci pomo偶emy, wszystko b臋dzie OK, nie martw si臋.
Po tej wsp贸lnej pr贸bie wr贸cili艣my na tras臋 i grzali艣my dalej. Wiedzieli艣my, 偶e to juz niedaleko, 偶e to kwestia kilku kilometr贸w i kilkunastu minut. Chcia艂em zje艣膰 batona ale m贸j 偶o艂膮dek kategorycznie odm贸wi艂; podsun膮 mi jedynie pomys艂 aby ugry藕膰 kawa艂ek banana. Nasze ostatnie zmartwienie to 3 km. podjazd przed samym Choszcznem. Ta g贸rka by艂a poprostu na dobicie. Ale mia艂a te偶 swoje plusy. W po艂owie g贸rki by艂o wida膰 wie偶e od ko艣cio艂a w Choszcznie. Jechali艣my widz膮 juz met臋, widz膮 tych ludzi klaskaj膮cych nam brawo i nas samych zsiadaj膮cych z siode艂ek. Pokonali艣my g贸rk臋, przeci臋li艣my pierwsze skrzy偶owanie, dalej prosto, jeszcze jeden delikatny podjazd i ju偶 wida膰 met臋!! Wida膰 s臋dzi贸w, ludzi, innych kolarzy.
Najbardziej z nas wszystkich chyba cieszyli si臋 Bogdan. By艂 to dla niego cholerny wysi艂ek, ale dojecha艂. Pokona艂 w艂a艣nie przeciwno艣ci, b贸l w nogach, r臋kach i kr臋gos艂upie (chyba tak jak my). Pokonali艣my zimno, pokonali艣my wiatr, pokonali艣my kryzys, problemy z przejedzeniem i co najwa偶niejsze: przejechali艣my te 152 km w ci膮gu 5h. 51 min. i 33 sec. Na met臋 wjechali艣my razem, jeden obok drugiego, jak ,,5 nie ustraszonych na swoich rumakach”. Podszed艂 do nas s臋dzia, pogratulowa艂 i co zrobi艂??? ROZDAL KARTKI NA DARMOW膭 GROCH脫WK臉 I BROWCA!!!! (tylko nie m贸wcie nikomu:). Nasza rado艣膰 nie mia艂a granic. Przybili艣my wszyscy sobie po ,,5-tce” i usiedli艣my do stolika wraz z gor膮c膮 groch贸wk膮 i ch艂odnym browcem. ,,Tak mamo, jestem na mecie”
autor: Rupert
Tekst za strony Bzykacze 艁obez
Popularity: 8% [?]