Archiwum sierpień, 2008

Świnoujski maraton rowerowy - 1016 kilometrów w 72 godziny

Na relację z Imagisu autorstwa naszego niekwestionowanego bohatera Adagio, ‘miszcza nad miszczami’ zapraszamy jutro, tzn. w poniedziałek 1 września. Zanim jednak ujrzy ona światło dzienne zapraszamy do lektury notek prasowych dotyczących ultramaratonu Imagis Tour.

Dziś [25 sierpnia 2008 - 6:00] do Włosowatej na Podkarpaciu dotrą rowerzyści, którzy w sobotę rano wyruszyli ze Świnoujścia w najdłuższy w Polsce maraton Imagis Tour.

Zawodnicy nie pojechali dla nagród pieniężnych. Jedyną nagrodą za miejsca od pierwszego do czwartego jest bowiem strój kolarza. Na koszulce widnieje imię i nazwisko nagrodzonego, nazwa maratonu i czas w jakim pokonał trasę.

Pierwsi zawodnicy spodziewani byli już wczoraj późnym wieczorem lub w nocy. 43 śmiałków wystartowało w sobotę o 8 rano.

Wybór trasy z północy na południe, a nie odwrotnie nie jest przypadkowy - mówi jeden z głównych organizatorów maratonu Robert Janik. - Po prostu większość wiatrów wieje z północnego zachodu. Startując ze Świnoujścia zawodnicy przez sporą część trasy mają wiatr w plecy lub z boku, a nie z przodu. To ważne. No i zaczynają jadąc po płaskim, a nie od razu w górach.

Niektórzy startują w Imagis Tour już kolejny raz. W ubiegłym roku przejechałem trasę w 64 godziny - opowiada Cezary Dobrochowski ze Świnoujścia. - W tym chciałbym się zmieścić poniżej 50 godzin.

Ale są i tacy, którzy po raz pierwszy spróbowali zmierzyć się z tym dystansem. Do tej pory najdłuższym moim maratonem był 400-kilometrowy w Gorzowie Wielkopolskim - mówi Dariusz Bielenis z Świnoujścia. - Pokonanie ponad tysiąca kilometrów to duże wyzwanie.

Na trasie rowerzystom towarzyszyło 6 samochodów osobowych i bus. Jesteśmy tak zwaną obsługą techniczną - mówią Marzena Szatkowska, Dorota Podkońska i Łukasz Stalżec. - Mamy ze sobą wszystko, co może przydać się na trasie zawodnikom. Od części rowerowych w razie awarii, po kanapki i napoje.

Po drodze zawodnicy mieli wyznaczone miejsca na nocleg. Choć słowo nocleg, to zdecydowanie za dużo powiedziane. Spali bowiem po kilkanaście minut, najwyżej godzinę i jechali dalej.

Na pomysł zorganizowania tak długiego maratonu wpadli Robert Janik z Leszna i Wiesław Rusak do niedawna mieszkający w Świnoujściu. Obaj są zapalonymi kolarzami-amatorami.

Wiesiek organizował maratony dookoła Zalewu Szczecińskiego - opowiada pan Robert. - Przy którymś pomyśleliśmy, że fajnie byłoby spróbować przejechać tysiąc kilometrów. To taka magiczna liczba, psychologiczna. Naszemu sponsorowi też się spodobał ten pomysł.

Nigdzie się nie reklamowali. Informacja o maratonie rozeszła się pocztą pantoflową wśród kolarzy, którzy biorą udział w innych maratonach organizowanych w kraju. W pierwszym uczestniczyło 17 zawodników. W kolejnych 23 i 30.

Jest nas coraz więcej, to znaczy, że pomysł jest dobry. W tym roku przyjechali nawet zawodnicy z Niemiec - mówi Robert Janik.

Hanna Lachowska

Źródło: Serwis Głosu Szczecińskiego.

Popularity: 11% [?]

Autor: greten Wpisano: 31 sierpień 2008
Kategorie: Imagis, Inne imprezy w Polsce, relacje, w mediach | bez komentarzy »

Świnoujście - Rowerowi maratońcycy wracają do domów

Dariusz Bielenis, Kamil Chwistecki i Cezary Dobrochowski pokonali trasę najdłuższego w Polsce maratonu rowerowego Imagis Tour.

Dziś rano [27 sierpnia 2008 - 7:00] wyruszyli (już pociągiem) w drogę powrotną z Wołosate na Podkarpaciu. Do Świnoujścia mają dotrzeć późno w nocy. W maratonie brało udział ponad 40 zawodnikow z Polski i Niemiec. Spośród trójki świnoujścian najszybciej trasę 1016 km pokonał Kamil Chwistecki - 53,5 godziny. Dariusz Bielenic potrzebował 59,5, a Cezary Dobrochowski ponad 66 godzin. Wszyscy zmieścili się w limicie 72 godzin.

Startowałem po raz drugi, a tym razem jechało się o wiele gorzej - mówi Kamil Chwistecki. - Przede wszystkim ze względu na pogodę. Dużą część trasy jechaliśmy w deszczu.

Mimo przeciwności nikt sam nie zrezygnował z jazdy. Świnoujścianie opowiadają z uśmiechem, że jeden patrzył na drugiego. Każdy czekał, kto pierwszy odpuści.

Jakby ktoś to zrobił, to pewnie za nim poszłoby kilku innych - mówi Cezary Dobrochowski. - Ale nikt nie zrezygnował. W końcu nie po to człowiek porywa się na taką trasę, żeby potem dobrowolnie się poddać.

Pan Kamil wystartował z kontuzją torebki stawowej. Dodatkowo na 600 kilometrze coś “gruchnęło” mu w kolanie.

Chodzić mogę, ale z jazdą na rowerze gorzej - mówi Kamil Chwistecki. - Szczególnie odczuwałem ból przy podjazdach.

Źródło: Serwis Głosu Szczecińskiego.

Popularity: 9% [?]

Autor: greten Wpisano: 31 sierpień 2008
Kategorie: Imagis, Inne imprezy w Polsce, relacje, w mediach | bez komentarzy »

Nieoceniony wkład Rebego w Imagis

Rebe tam był, a co przeżył - opisał!

Jak obiecałem tak zrobiłem, punkt pomocy zawodnikom we Włocławku był i chyba nieżle spełniał swoją rolę. Nie udało mi sie tylko zorganizowac bieżących meldunków z trasy.

Usiowałem jeszcze pisac po powrocie do domu, ale po 30 godznach pracy non stop wychodziły brednie. Trochę więc spóznione wrażenia z Włocławka.

Bajzel rozłożyłem ok. 19 i spokojnie czekaliśmy na przyjazd chłopaków tak długo, że zaczęło nam się nudzic. Wreszcie tuż przed 22 zaczęło się. Pierwszy przygalopował Ogier Czarny znany jako Adagio, a tuż za nim 10-cio osobowa grupa. Jaśniewicz, Geba, Chudała, Tracz, Dziedzic, Ignasiak, Piekarski, Kędzioreki kawałekz tyłu soliści Kądziołka i Kalinowski. Pojedli popili i dzida do przodu. Tyle ich widziałem.

Znów trochę nudów i wpadają o 22.50 Krzysio Kamocki i Jacek Kozioł, a kilka minut póżniej Boguś Szyszka. Jedzą odpoczywają, gadamy. To powtarza się ze wszystkimi. Dalej już po kolei.

Kamil Chwistecki - 22.20
Piotr Królikowski - 22.33
Daniel Śmieja - 22.55 Wpadł jak po ogień, uzupełnił bidony i pognał.
Grześ Bordoszewski - 0. 10 Niby nie za bardzo zmęczony, ale widać, że noga nie podaje.
Oskar Szproch - 0.55 Chyba dopadł go kryzys bo siedział prawie godzinę, gada się fajnie, ale to on ma jechać - bez sentymentów wyrzucamy Oskara.
Johnen Manuel i Olek Pałucki - 1.01
Adam Kaliszewski - 1.15 To jeden z maratonowych przyjaciół, gadulec przez 20 minut.
Mirek Żabkiewicz - 2.16
Krzysiu Gązwa (Gonzol) i Henio Fortoński - 2.45 Widać po nich potworne zmęczenie, są ujechani. Organizuję im spanko i wyruszą dopiero o 5 rano.
Czarek Dobrochowski - 3.30 Czeka na niego rodzina, więc też trudno mu się zebrać w dalszą drogę.
Robert Janik - 5.00
Stanisław Korczyński
Waszko Żurakowski Na Waszka specjalnie czekałem, nie widzieliśmy się ponad rok, a kilometrów razem przejechanych - bardzo dużo.

Duże zmęczenie dopada i mnie. O 5.28 przyjeżdża zawodnik (chyba ) 52 Giemza, ale obydwaj dobrze nie kontaktujemy świata i może być pomyłka. Bielenis - 5.33 Buraczyński Przyjeżdżają razem. Powoli moja wachta zbliża się do końca i z ulgą się pakujemy gdy wpadają Chowańce, Ziętal i Sakowicz - jeszcze się załapują na kawę i herbatę - i zwijam manele. Warto było, spotkałem wielu swoich przyjaciół dla których zorganizowałem ten punkt. Gdy odpoczywali nagadaliśmy się za wszystkie czasy, a gaduła ze mne.

Chciałbym podziękować moim kumplom za pomoc.
Sindbadowi - siedział z nami całą noc.
Wiesiowi, Robertowi i Tomkowi, bo też pomogli.

Załoga stacji paliw była fantastyczna i łaziłem tam jak w domu. Czajnik, gorąca woda i kibelek - i tak w kółko.

Nie chciałbym się deklarować, ale chyba czas odwrócić role i w przyszłum roku posadzić dupę na siodełko. Niech inni robią mi kawkę po trasie, a co.

Bardzo zmęczony Rebe

Źródło: Forum ultramaratonu Imagis.

Popularity: 7% [?]

Autor: greten Wpisano: 31 sierpień 2008
Kategorie: Imagis, relacje | bez komentarzy »