piątek – 24.09.2010 Na piątek wzięliśmy dzień urlopu. Do Świnoujścia mieliśmy daleko, ponad 300 km, w dodatku nigdy tam nie byliśmy. Jeśli chcieliśmy poznać miasto, musieliśmy wyjechać odpowiednio wcześniej. W piątek budzik zadzwonił o 6.00 rano. Godzina – jak na urlop – szalona. Około 8.00 siedzieliśmy już w aucie i jechaliśmy na maraton. Jak...
Czytaj dalej»













