Archiwum 'Imagis'


Wy艣cig Kolarski IMAGIS TOUR 2007

WY艣CIG KOLARSKI IMAGIS TOUR 2007
艢winouj艣cie- Ustrzyki G贸rne 1008km.

艢winouj艣cie 25.08.2007 godzina 7:30 przeprawiamy si臋 promem w miejsce startu wy艣cigu. Na twarzach wszystkich uczestnik贸w wida膰 podekscytowanie. Kilka minut przed 8:00 ustawiamy si臋 na rampie promu i czynimy ostatnie przygotowania do startu: sprawdzenie ci艣nienia w oponach, wpinanie i wypinanie blok贸w itp. Zbli偶a si臋 8:00 armata wykierowana w stron臋 morza, prezydent miasta odpala- i nagle wielki wybuch! Zaczynaj膮 wy膰 syreny ze statku, co daje sygna艂 startu Ultramaratonu Imagis Tour 2007.

Trasa wiedzie ze 艢winouj艣cia do Ustrzyk G贸rnych. 艁膮cznie do przejechania jest 1008km w maksimum 72 godziny.
Mam numer 16. Pierwszy odcinek do Wolina jedziemy ca艂膮 grup膮 nikt si臋 nie wychyla. Po drodze fotoreporterzy robi膮 nam zdj臋cia.

Wiatr sprzyja, pogoda wymarzona.Mijamy nast臋pne miejscowo艣ci: Golczewo, P艂oty.
Czujnie pilnuj臋 przodu peletonu nie daj膮c si臋 zaskoczy膰 nag艂ym urwaniem.
Wje偶d偶amy do Reska. Ustawi艂em si臋 w 艣rodku grupy. Droga przez miejscowo艣膰 zaczyna wznosi膰 si臋 pod g贸rk臋 nagle widz臋 jak 7 os贸b z przodu odrywa si臋 i dystans ro艣nie. Wyskakuj臋 na bok i szybko pokonuj臋 dziel膮ce nas metry, g贸rka si臋 ko艅czy, jeszcze przejazd przez tory, ogl膮dam si臋 za siebie, a reszta ma strat臋 jakie艣 300 metr贸w.

W ucieczce kr臋cimy mocniej- dystans si臋 zwi臋ksza. Do 艁obza na 1 punkt kontrolny doje偶d偶amy w osiem os贸b. Zabieramy GPS, prowiant i ruszamy dalej. Jedziemy teraz do Drawska Pomorskiego. Droga ta jest mi znana ze wcze艣niejszego maratonu.
Nast臋pnie niezwykle malownicza trasa wiedzie nas przez g贸rki do Kalisza Pomorskiego.
Wje偶d偶amy na krajow膮 10-tk臋 i peda艂ujemy przez Miros艂awiec, Wa艂cz, Pi艂臋, Wyrzysk, Nak艂o nad Noteci膮, a偶 pod Bydgoszcz. Jedziemy dw贸jkami daj膮c r贸wne zmiany. 艢rednia nie spada poni偶ej 34 km/h. Kilkana艣cie kilometr贸w przed Bydgoszcz膮 tempa nie wytrzymuje najpierw Krzy艣, z kt贸rym si臋 wy艣mienicie jecha艂o, a zaraz potem Kamil. Obaj Panowie jechali na rowerach z oponami 26鈥.

Doje偶d偶amy ju偶 w 6 os贸b do 1 du偶ego punktu kontrolnego, gdzie stoj膮 nasze baga偶e.
W zaje藕dzie mo偶emy zje艣膰 ile i co chcemy. Niestety przygotowane by艂y na 鈥瀓u偶鈥 ziemniaczki, schabowy i udko. Wi臋c czekamy na pierogi. No i czekamy i czekamy dobre 30 minut. Po posi艂ku ubieramy si臋 cieplej. Zak艂adam nogawki i r臋kawki, u偶yczone przez Bogusia z Krakowa i peda艂ujemy przy zachodz膮cym nam za plecami s艂o艅cem w kierunku Torunia. Zapada noc w艂膮czamy 艣wiat艂a.

Dowiadujemy si臋 z wozu technicznego, 偶e goni nas Daniel 艢. Na punktach prawie si臋 nie zatrzymuje bierze tylko banana, bu艂k臋, wod臋 i batona i jedzie dalej. Nam jedzie si臋 super. Pasy 艣wiec膮 jak w dzie艅, samochody o艣wietlaj膮 drog臋. Zero problem贸w z ciemno艣ci膮. Dziewczyny z woz贸w technicznych maj膮 CB radio porozumiewaj膮 si臋 z TIRAMI pytaj膮c ich czy widzieli gdzie艣 kolarzy. Du偶o to da艂o, bo kierowcy byli 艣wiadomi o imprezie i nie spychali nas tak do row贸w. Niestety obcokrajowcy grzeczni nie byli. Jad膮c 35 km/h, daj臋 zmian臋, nagle widz臋 jak nie wi臋cej ni偶 30cm po mojej lewej znajduje si臋 naczepa tira i ju偶 czuje p臋d k贸艂. Szybkie hamowanie, na szcz臋艣cie ch艂opaki nie wpadli na mnie.

Mijamy nast臋pne miejscowo艣ci i doje偶d偶amy do W艂oc艂awka. Jest po 22-giej. Na stacji benzynowej na punkcie kontrolnym witaj膮 nas zaprzyja藕nieni marato艅czycy z tego miasta. Ch艂opaki z wozu technicznego zrobili nam kanapki i herbatk臋. Od razu cieplej na 偶o艂膮dku. Daniel coraz bli偶ej- 15-20 minut straty.

Ruszamy dalej. Coraz p贸藕niej, ale spa膰 mi si臋 jeszcze nie chce. Daj臋 mocne zmiany.
Przy wje藕dzie do Kowal- robi si臋 weso艂o w grupie. Na ulicach ju偶 pusto, jedziemy ca艂膮 drog膮. Nast臋pnie mijamy Sochaczew, 呕yrard贸w i doje偶d偶amy do Gr贸jca. Tu powoli si臋 rozwidnia. Ruch wyra藕nie si臋 wzmaga.
Z pierwszymi promieniami s艂o艅ca dopada nas kryzys. Jedziemy nie szybciej ni偶 25 km/h. Byle do Radomia, bo tam ma by膰 du偶y punkt kontrolny, gdzie mo偶emy si臋 naje艣膰. Mijamy Radom, niestety nie odnale藕li艣my tego miejsca. Jedziemy wi臋c dalej do I艂偶y, gdzie r贸wnie偶 ma by膰 du偶y punkt kontrolny. Na szcz臋艣cie odnajdujemy go.
Zamawiamy spaghetti, przebieramy si臋, czuj臋 zm臋czenie. Patrz臋 na licznik 700km 艣rednia pr臋dko艣膰 z samej jazdy 32,1km/h.
Siadamy na rower i jedziemy dalej. Tempo si臋 o偶ywia. Zaczynaj膮 si臋 g贸rki i to wcale nie ma艂e. Doje偶d偶amy do Opatowa przeprowadzamy rower przez drog臋 w remoncie i znowu pod g贸rk臋. Trzy osoby: Grzesiek, Wojtek i Stefan jad膮 my: Bogu艣 ja i Jurek zwolnili艣my. Nie dochodzimy do nich. Postanawiamy jecha膰 troch臋 wolniej.
Doje偶d偶amy do 艁oniowa.

Patrz臋, a tu wybiega moja rodzina z transparentem KOWAL GO! Kibicuj膮!!! Jak mnie to o偶ywi艂o i obudzi艂o!

100 km do Rzeszowa by艂o dla mnie mordercze, w Kolbuszowej kolana i nadgarstki ju偶 mnie strasznie bola艂y.
Jurkowi i Bogusiowi powiedzia艂em, 偶eby jechali sami, a ja si臋 jako艣 sam docz艂api臋, bo b贸l ju偶 by艂 nie do wytrzymania. Na szcz臋艣cie by艂 punkt kontrolny i dziewczyny da艂y mi 2 nurofeny. Przez jakie艣 50-60 km jecha艂em z ty艂u ch艂opaki sami dawali zmiany, ja ju偶 nie by艂em w stanie.
Min臋li艣my Rzesz贸w. Jedziemy w kierunku Sanoka. Zaczynaj膮 si臋 g贸ry, podjazdy robi膮 swoje- budz膮 mnie z odr臋twienia. Noga pod g贸rki zaczyna coraz lepiej 鈥瀙odawa膰鈥. Daniel ma ju偶 ponad godzin臋 straty- wi臋c spokojnie.
W Sanoku zaczyna zapada膰 zmrok. Robi si臋 coraz ch艂odniej. W Lesku ubieramy si臋 na d艂ugo. Sztywnych g贸rek ci tu dostatek, wiec nas to rozgrzewa.
Noc膮 doje偶d偶amy do Ustrzyk Dolnych, patrzymy na zegarek, do mety jeszcze 48 km. Ze zdziwieniem widzimy, 偶e jest szansa zd膮偶y膰 przez p贸艂noc膮 i zmie艣ci膰 si臋 poni偶ej 40 godzin. Przed nami 15 km 鈥瀞ztywnego鈥 podjazdu pod prze艂臋cz 呕艂obek i Czarn膮. Ju偶 nikt z nas nie patrzy na b贸l kolan, jedziemy na maksimum mo偶liwo艣ci, wszyscy daj膮 z siebie wszystko. Noc by艂a pi臋kna. Ksi臋偶yc o艣wietla艂 dobrze drog臋, temperatura oscylowa艂a w okolicach 3 stopni. Na prze艂臋czy 呕艂obek ukaza艂 si臋 urzekaj膮cy widok. Bieszczady, nad nimi ksi臋偶yc w pe艂ni , poni偶ej pojedyncze wierzcho艂ki g贸r wynurzone z morza mgie艂. Na zjazdach nie widzia艂em dobrze szosy, wi臋c o艣wietla艂em sobie odblaski Jurka i jecha艂em za nim. Tu偶 przed met膮 jeszcze dwie sarny wyskoczy艂y na drog臋. Ostatnie kilometry wyd艂u偶a艂y si臋 w niesko艅czono艣膰. Licznik przesta艂 pokazywa膰 mi 艣redni膮 pr臋dko艣膰. Jeszcze ostatnie podjazdy i ju偶 wida膰 tablic臋 Ustrzyki G贸rne. Ogromna rado艣膰 opanowa艂a mnie.
Dojechali艣my o 23:23. Uda艂o si臋! Czas 39:23 i 3 wynik. Szcz臋艣cie jest tym wi臋ksze, 偶e jako pierwsza osoba z Wroc艂awia pokona艂em ten dystans.
W dniu zako艅czenia dostali艣my pami膮tkowe medale i pi臋kn膮 tabliczk臋 do powieszenia na 艣cian臋. Do tego koszulka i spodenki kolarskie z imieniem, nazwiskiem i czasem przejechania dystansu- rarytas!
Dzi臋kuj臋 wszystkim za dopingowanie.

O wy艣cigu Imagis Tour: Imagis

Grzegorz Kowal (grigori)

Za Wroc艂awsk膮 Gazet膮 Kolarsk膮

Popularity: 13% [?]

Autor: Gregory Wpisano: 12 stycze艅 2008
Kategorie: Imagis, relacje | bez komentarzy »

III Imagis Tour. Wystartowa艂em do niego z Ustrzyk G贸rnych.

Oskar Szproch

Trzeci, a m贸j drugi tour. Wystartowa艂em do niego z Ustrzyk G贸rnych, gdzie akurat by艂em na wakacjach. 1000km do 艢winouj艣cia zaj臋艂o mi tyle, 偶e niekt贸rzy pokonali by to szybciej na rowerze. Wypocz臋ty najedzony i podw贸jnie wyspany stan膮艂em na rampie promowej.

Plan by艂 prosty. Dojecha膰 zdrowym do Ustrzyk. Troch臋 narzeka艂em na 艣ci臋gno Achillesa, niby ju偶 nie bola艂o, ale profilaktycznie obni偶y艂em o 0,5 cm siode艂ko.

Punktualnie o 8 nast膮pi艂 start. Najpierw powoli 鈥瀓ak 偶贸艂w oci臋偶ale鈥 ruszy艂y dwie grupki kolarzy. Ja, ze wzgl臋du na przepisy, mia艂em trzyma膰 si臋 w drugiej. Przynajmniej do Wolina. Za Wolinem rozgrza艂em si臋 gdzie艣 w czubie i nagle patrz臋 a tu nie ma ju偶 drugiej grupy.

By艂o nas ze dwadzie艣cia os贸b. Przypadkiem us艂ysza艂em 鈥炁糴 najwa偶niejsze to nie ujecha膰 si臋 na starcie鈥. Tak rozmawia艂o dw贸ch sympatycznych pan贸w ze 艢winouj艣cia. 鈥濶ajwa偶niejsze 偶eby艣 w krytycznym momencie nie odpu艣ci艂 ko艂a鈥 podpowiada艂 mi diabe艂. Poszed艂em za g艂osem kolarskiego rozs膮dku. Tych pan贸w zobaczy艂em dopiero na mecie. Przyjechali zdrowi i na pewno szcz臋艣liwi. Ja w ka偶dym razie p贸ki mog艂em to jecha艂em. Obejrza艂em si臋 jeszcze gdzie艣 na 70km.

By艂o nas ju偶 z 15 os贸b. Potem nie mia艂em czasu si臋 ogl膮da膰, bo tempo poni偶ej 40 km/h nie spada艂o. Na podjazdach nawet troch臋 ros艂o. Bordoszewski, Ja艣kiewicz, Geba, Kowal, Szyszka, Tracz, Chwistecki, Kamocki, Szproch. To tak by艂o do 100km. Jeszcze tylko us艂ysza艂em od Jurka: 鈥濷skar trzymaj ko艂o鈥 i odpu艣ci艂em. Pow贸d by艂 prosty. Od kilku minut co mocniej przycisn膮艂em, czu艂em niepokoj膮ce stukanie w nap臋dzie. My艣la艂em, 偶e to 藕le wyregulowana przerzutka. Wola艂em nie ryzykowa膰 jej utraty. Grupa odchodzi艂a w tempie 7-10 km/h.

Ju偶 chwil臋 p贸藕niej zawr贸ci艂 za mn膮 kolarz z Drawska (Maciej?). Jechali艣my razem do Kalisza Pomorskiego. Ostatecznie z grup膮 rozsta艂em si臋 3km dalej na punkcie w 艁obezie. Na 143 km jako艣 si臋 dotoczy艂em i postanowi艂em sprawdzi膰 o co chodzi z tym stukaniem. Przyczyna by艂a prosta a jak偶e zakr臋cona 鈥 艂a艅cuch. Prawie zerwany trzyma艂 si臋 na po艂贸wce po艂贸wki ogniwka. Odpi膮艂em jedno ogniwko i prowizorycznie sku艂em. Spink臋 mia艂em dopiero w Bydgoszczy na 320km. Zapomnia艂em prze艂o偶y膰 z portfela do kieszonki. Tam musia艂em dojecha膰, 偶eby co艣 lepszego z tym zrobi膰. 艢mign膮艂 Daniel 艢mieja.

Dogoni艂a mnie kilkuosobowa grupa. Wszyscy ci, kt贸rzy przyjechali na met臋 przede mn膮 a za Krzy艣kiem Kamockim. Postanowi艂em zabra膰 si臋 z nimi. A raczej za nimi, gdy偶 ka偶de wyj艣cie do przodu by艂o zbyt ryzykowne. W ka偶dej chwili spodziewa艂em si臋 rozpi臋cia 艂a艅cucha ze wszystkimi konsekwencjami. Nie zmienia艂em ju偶 prze艂o偶e艅. Jecha艂em na single-speedzie 53/16. Pod g贸r臋 藕le i w d贸艂 te偶 nie dobrze. Kadencja w przedziale 25-105. Teren do艣膰 pofalowany, wi臋c rzadko kiedy w sensowym przedziale 70-90. Grupa to oddala si臋 na 500m to musz臋 hamowa膰, 偶eby nie wjecha膰.

Na nast臋pnym punkcie d艂ugo nie czeka艂em. Pojecha艂em przodem. 鈥濸ewnie i tak mnie dogoni膮鈥 - pomy艣la艂em. Przed Pi艂膮 dogoni艂em Daniela. 殴le nam (mi) si臋 jecha艂o, bo bez przerwy si臋 mijali艣my. Zmian nie damy dobrych, bo mamy r贸偶ne tempa. Potem te偶 nie pojedziemy razem, bo on jedzie non-stop a ja jem obiad w Bydgoszczy. Zatrzyma艂em si臋 na poboczu, da艂em mu z 10 minut, 偶eby nie dogoni膰 przed Bydgoszcz膮, w kt贸rej by艂em o 19, wcze艣niej jeszcze b艂膮dz膮c kilkana艣cie minut, bo wjecha艂em do miasta, zamiast pojecha膰 na obwodnic臋. Zastanawia艂em si臋, czy jecha膰 dalej czy i艣膰 spa膰. Spa膰 mi si臋 nie chcia艂o, jecha膰 samemu w nocy te偶 nie. Wszyscy za mn膮 maj膮 mniejsze tempo ode mnie i nie wiem czy wytrzymam tak woln膮 jazd臋.

Prze艂ama艂em si臋 i postanowi艂em jecha膰. Po prysznicu i obiedzie poczeka艂em jeszcze na grup臋, kt贸ra zapowiada艂a si臋, 偶e za p贸艂 godziny rusza i pojecha艂em z nimi. Moje obawy co do tempa potwierdzi艂y si臋, wi臋c siedzia艂em na zmianie ca艂y czas, schodzi艂em tylko na kr贸tkie chwile odpocz膮膰 oczy i przewietrzy膰 cztery literki, po czym jak tylko mo偶liwe wraca艂em do przodu.

Co godzin臋-p贸艂torej robili艣my kr贸tkie (hehehe 20min.) odpoczynki. Wida膰 by艂o w tej grupie brak do艣wiadczenia w d艂ugich jazdach. G艂o艣ne rozmowy, 偶arty, kawka itp. Ja w tym czasie przymyka艂em na 5 minut oczy i w og贸le potem nie chcia艂o mi si臋 spa膰. Tempo dla mnie by艂o ca艂kowicie rekreacyjne. Zreszt膮 Polar potwierdzi. T臋tno ca艂y czas co艣 ze 105ud/min. Co ciekawe 鈥 w czasie jazdy cz臋sto mniejsze ni偶 na postojach. Pr臋dko艣膰 w sam raz na okolice ostatniego miejsca. 艢rednia z jazdy chyba poni偶ej 25km/h.

Gdzie艣 oko艂o 1 w nocy grupa si臋 podzieli艂a i ju偶 nie po艂膮czy艂a. Mo偶e to i dobrze, po co kogo艣 hamowa膰. Robert zosta艂 z tylu sam. Pozbiera艂em zw艂oki Roberta z rowu i pojechali艣my we dw贸ch powoli dalej. Ch艂opak zasypia艂 na rowerze tam gdzie ja zasypia艂em w zesz艂ym roku. Nie wolno go by艂o takiego zostawi膰 samego. Godzinka drzemki w 艁膮cku niewiele da艂a, tylko tyle, 偶e w miar臋 normalnie dojechali艣my do G膮bina, gdzie pospali艣my jeszcze z godzink臋. Tam dogoni艂o nas rodze艅stwo Chowa艅c贸w z Lasu. Potem niewiele szybciej pojechali艣my dalej. Za dnia by艂o ju偶 nieco lepiej.

Ja trzyma艂em sta艂e tempo oko艂o 100-120W, a Robert dzielnie trzyma艂 ko艂o. Do Radomia uci臋li艣my sobie jeszcze ze trzy kr贸tkie drzemki. We Wsole w hotelu dostali艣my od w艂a艣ciciela bardzo porz膮dny obiad, posiedzieli艣my tam ze dwie godziny, tak by艂o sympatycznie. Do I艂偶y zosta艂o co艣 ze 40 km. Te kilometry zapami臋ta艂em jako najgorsze 40 km w dziejach. Jecha艂o mi si臋 strasznie ci臋偶ko, cisn膮艂em ile wlezie a licznik pokazywa艂 ci膮gle 25km/h i mniej. Przyczyn臋 pozna艂em dopiero rano.

W I艂偶y nawet nie jad艂em tylko wzi膮艂em prysznic z zamiarem spania do rana. Po pierwsze primo nie chcia艂o mi si臋 jecha膰 po nocy, po drugie primo nie mia艂em sprz臋tu do jazdy w nocy, kt贸ry to zostawi艂em na punkcie w G膮binie. Po trzecie primo najwa偶niejsze by艂o to, 偶e nie da si臋 wykr臋ci膰 dobrego czasu, je艣li w 24 godziny robi si臋 380km. No i wreszcie, 偶e b臋d臋 sobie jecha艂 sam ma swoim rowerku w tempie jakie mi najbardziej pasuje, czyli tak jak lubi臋. No i jeszcze 艂a艅cuch, kt贸ry od Sochaczewa zn贸w zacz膮艂 mi si臋 rozrywa膰. Musia艂em jecha膰 za dnia i do tego jeszcze powoli, 偶eby dojecha膰.

Ch艂opy ruszyli oko艂o p贸艂nocy czy drugiej, wszystko mi by艂o jedno. Byli tak daleko, 偶e nie mia艂em ich ochoty nawet w my艣lach 艣ciga膰. Chyba przed trzeci膮 ruszy艂 Saint z Jolk膮. Ja czeka艂em na wsch贸d s艂o艅ca. Zjad艂em jeszcze 偶urek i wyruszy艂em jako艣 po w p贸艂 do sz贸stej. Zakr臋ci艂em jeszcze ko艂em 偶eby sprawdzi膰 czy licznik dzia艂a. Ko艂o zrobi艂o 膰wier膰 obrotu i stan臋艂o. Mia艂em zaci艣ni臋te klocki hamulcowe na tylnym kole. Musia艂o to sta膰 si臋 w Wsole gdzie jako艣 niedbale rower zosta艂 potraktowany reklam膮 Tymbarka.

Par臋 jad膮c膮 przede mn膮 dogoni艂em szybko, bo ju偶 po dw贸ch godzinach we W艂ostowie na 760km. Spodoba艂o mi si臋 to, bo znaczy si臋 偶e jecha艂em 艣rednio dwa razy od nich szybciej. Do Kolbuszowej mimo dobrej pogody i 艣wietnego samopoczucia jecha艂em nieco wkurzony i zirytowany. Co 30-40 km musia艂em si臋 zatrzymywa膰 z ku膰 艂a艅cuch. Mia艂em z I艂偶y dwa takie 鈥瀖a艂e, zgrabne kamyczki鈥 specjalne zabrane. Razem wa偶y艂y pewnie ponad kilogram. Ale wola艂em wozi膰 ni偶 szuka膰 po drodze jakby 艂a艅cuch strzeli艂. I jeszcze do tego w Nowej D臋bie nie by艂o obs艂ugi technicznej, kt贸re to twarze zawsze dodawa艂y otuchy. Mo偶na powiedzie膰, 偶e przez to 偶e ich nie by艂o, prawie odechcia艂o mi si臋 jecha膰. W Kolbuszowej w ko艅cu szlag mnie trafi艂 i wymieni艂em 艂a艅cuch na nowy. Przy okazji dowiedzia艂em si臋, 偶e przede mn膮 jakie艣 40 minut jedzie kolarz, kt贸remu wymieniali urwan膮 przerzutk臋. Okaza艂 si臋 nim Jurek 艢cibisz. Dogoni艂em go w Rzeszowie jak wcina艂 zupk臋. Pechowy ch艂opak. W zesz艂ym roku obojczyk w tym przerzutka. Pogna艂em dalej, bo nie mia艂em 偶adnych zakwas贸w, zm臋czenia, nic nie mia艂em. Wszystkie g贸rki z blata. Niebylec i Brzoz贸w te偶. Dopiero w Zag贸rzu zmieni艂em, ale dopiero na drugim zakr臋cie. W Lesku dopad艂em Grze艣ka Buraczy艅skiego. Strasznie by艂 zm臋czony.

Dowiedzia艂em si臋, 偶e 20 minut przede mn膮 jest Andrzej Kubica. Postanowi艂em go goni膰. Zebra艂em si臋 tak szybko, 偶e nie zd膮偶y艂em nawet podbi膰 ksi膮偶eczki. Po raz pierwszy i ostatni w tym rajdzie kogo艣 goni艂em. Doszed艂em go w Ustrzykach Dolnych. Wl贸k艂 si臋 powoli za Jurkiem Traczem, kt贸ry ju偶 wypocz臋ty po niego wyjecha艂. Ten po艣cig kosztowa艂 mnie troch臋 si艂, bo pr臋dko艣膰 poni偶ej 30 nie spada艂a, a tam jest gdzie popodje偶dza膰. Potem dosta艂em par臋 sms-贸w i telefon贸w (r贸wnie偶 z nieco przedwczesnymi gratulacjami ;P), przez co Andrzej troch臋 odjecha艂. Ale dopad艂em go jeszcze dwa razy. W Rabem na podje藕dzie oraz w Czarnej na podje藕dzie. Przecie偶 jak ju偶 go dogoni艂em, nie dam mu si臋 teraz urwa膰. W Czarnej czeka艂a na mnie 偶ona i c贸rka. Musia艂em si臋 na chwil臋 zatrzyma膰, u艣ciska膰. A potem to ju偶 ogie艅. By艂a 18 i by艂a na to szansa, wi臋c chcia艂em zd膮偶y膰 na 19. Gna艂em ile si艂 w nogach. Drog臋 zna艂em doskonale. Ka偶dy kto tamt臋dy jecha艂 wie z jakim ut臋sknieniem i nadziej膮 wyczekuje si臋 tego zakr臋tu, za kt贸rym pojawi si臋 znak 鈥濽strzyki G贸rne鈥. Uda艂o mi si臋 wpa艣膰 do hotelu przed 19. U mnie by艂a co prawda 18:57, ale u innych 18:59. Krakowskim targiem stan臋艂o na 18:58. C贸偶 za okr膮g艂a godzina. Czas 58:58. Lepszy jeszcze od niego by艂by tylko 59:59. No i 33:33 oczywi艣cie :D

A od czasu to lepsza jeszcze by艂a poimagisowa impreza. Szkoda, 偶e nie mog艂em si臋 d艂u偶ej pobawi膰. Za rok ju偶 nie bior臋 rodziny :D.

Nie zazdro艣ci艂em tym, kt贸rzy zm臋czeni trzema dniami jazdy i zabawy musieli zmierzy膰 si臋 jeszcze z jednym tysi膮cem, wracaj膮c do 艢winouj艣cia czy Szczecina. I to z baga偶em na plecach.

Statystyki, profil trasy, mi臋dzyczasy podam niebawem. Jeszcze z Polara nie zrzuci艂em :D czas jazdy 36h10m

kilka liczb z Imagisu3

znalazlem chwilke czasu i przetworzylem dane z polara.
oto jak wygladal moj imagis w liczbach:
do bydgoszczy czas 11h spalone 8300 kcal HR srednie z jazdy 159 (max 193)
z bydgoszczy do i艂偶y 24h spalone 9200 kcal HR srednie z jazdy 120 (max 164)
z i艂偶y do ustrzyk 13h spalone 8400 kcal HR srednie z jazdy 146 (max 167)
razem spalone 25,9 Mcal ~ 3kg t艂uszczu.
przyty艂em 1kg staci艂em 6cm obwodu w pasie.

a teraz pare szczeg贸艂贸w w temacie odpoczynk贸w:

54km PK1 0h0m - pominiety PK
110km PK2 3m - woda, baton i ogie艅.
146km PK3 17m - skracanie i skuwanie 艂a艅cucha. 艢mign膮艂 艢mieja.
193km PK4 6m - dogoni艂em Daniela.
225km PK5 2m
246km 5m - siusianie, skuwanie i przepuszczenie Daniela, niech gna.
268km PK6 4m
318km PK7 1h:28m - obiad, prysznic, przygotowanie do nocy, itp.
339km 1m - grupa idzie siusia膰
362km 20m - grupa chce kaw臋. jak baba.
394km 22m - to samo. same baby.
423km PK8 31m - tu d艂u偶ej, gor膮ce kubki ale i 艂adne toalety. mo偶na podzia艂a膰 co艣 wi臋cej ni偶 siusiu :D
442km 11m - Robert zdycha, trzeba go przespa膰.
461km 53m - tym razem nie da艂 si臋 obudzi膰 po 7 minutach. i to kilka razy. sko艅czy艂o si臋 na 50.
486km PK9 1h35m - tutaj nawet ja sie zdrzemn膮艂em z p贸艂 godzinki. no bo co tak b臋d臋 sta艂 jak s艂up.
531km 4m - siusianie. mo偶liwe 偶e pomyli艂em z kolejnym odpoczynkiem.
537km 7m - czekam na wiadukcie w Sochaczewie. Robert prowadzi.
542km PK10 42m - Robert bierze prysznic, a ja gor膮cy kubek. dogania nas rodze艅stwo.
580km 23m - rodze艅stwo posz艂o, ale przyszed艂 Saint. zosta艂.
597km PK11 31m - kr贸tka (7m) drzemka, szybki wyk艂ad dla rodze艅stwa na temat ekonomii jazdy. zostali. w bufecie og贸rki kiszone ;P.
601km 3m - skuwanie
626km 8m - siusianie.
633km 12m - ostatnia taka drzemka Roberta. pod drzewem w sadzie.
643km PK12 1h:02 - super obiadek w super hotelu, nieoficjalny czwarty du偶y PK.
674km 2m - siusianie
685km PK13 10h:30m - prysznic, kolacja, sen, 艣niadanie. najfajniejsza cz臋艣膰 Imagisu.
741km PK14 0m - w locie.
792km PK15 0m - brak PK, tylko sms 偶e ju偶 jestem.
795km 1m - skuwanie.
803km 3m - mia艂em zostawione 偶arcie w sklepie. w zamian za brak PK15.
806km 0m - skuwanie.
813km 13m - zmiana 艂a艅cucha. teraz ogie艅! (tj. oko艂o 70%HR max :D)
830km 1m - siusianie. ostatnia szansa przed Rzeszowem.
850km PK16 19m - gadka szmatka, fajnie jest, bo doszed艂em Jurka.
877km PK17 13m - czekam 偶eby wiedzie膰 ile jestem szybszy od Jurka. Mo偶e pojedziemy razem. zosta艂.
934km PK18 4m - Min膮艂em Grze艣ka Buraczy艅skiego. Szybko, bo Andrzej Kubica jest 20min z przodu.
964km 4m - doszed艂em Andrzeja. pogada艂em chwil臋 z Jurkiem Traczem.
976km (PK19) 4m - PK19 w 呕艂obku nie by艂o. za to w Czarnej czeka艂a na mnie 偶ona i c贸rka.
1004km PK20 - meta.

PS. czas u艣redniania ustawiony na 1min wi臋c odpoczynki 艣rednio o 1min by艂y d艂u偶sze.
zreszta roznie to wychodzi zaleznie od urzadzenia.
sigma pokazala czas jazdy 36h:10m a tu suma odpoczynkow wynosi prawie 21h czyli ze jechalem okolo 37,5h. godzine mozna zwalic na rzeczywiscie dluzsze srednio o minute odpoczynki, ale gdzie sie podziala prawie druga godzina ciezko powiedziec.

predkosc srednia z jazdy do bydgoszczy byla troche ponad 31km/h. w nocy okolo 25km/h. po smierci Roberta spad艂a do 20. od rana znowu okolo 25km/h a od i艂偶y 27-28km/h
jakby ktos chcial xls’a z zapisem poszczeg贸lnych etapa贸w (odleglosci, predkosci, wysokosci, suma podjazdow, hr’y) to prosze o maila gdzie wyslac.

suma podjazdow wyniosla ponad 4000m. do bydgoszczy okolo 1100. w nocy i drugiego dnia (do i艂偶y) 900. od i艂偶y polar pokaza艂 2050. ale w rzeczywisto艣ci jest ciut wi臋cej. wszystkie prawie g贸rki bra艂em z blata a w bieszczadach (zreszt膮 na pomorzu tez) jest du偶o hopek kr贸tkich i stromych. mog艂o je zle policzyc. na innych urz膮dzeniach (VDO) pokazywalo odpowiednio bez ma艂a 1500, 1000, 2500m przewy偶szen z suma podobno cos ponad 4500. Takie liczby podawa艂 Andrzej Kubica.

Pozdrawiam.

Za Ludzie sportu

Popularity: 15% [?]

Autor: Gregory Wpisano: 7 wrzesie艅 2007
Kategorie: Imagis, relacje | bez komentarzy »

Imagis zdj臋cia

Dost臋pne s膮 pierwsze zdj臋cia z Imagis Tour 2007

Popularity: 16% [?]

Autor: Gregory Wpisano: 4 wrzesie艅 2007
Kategorie: Imagis | bez komentarzy »