Rankingi i generalka
Autor: Gregory Wpisano: 19 lipiec 2008
Kategorie: PucharPolski, aktualności, wyniki | bez komentarzy »
Autor: Gregory Wpisano: 19 lipiec 2008
Kategorie: PucharPolski, aktualności, wyniki | bez komentarzy »
Maraton rowerowy 700km w 24godziny. Na tą chwilę czekaliśmy cały rok odkąd ukończyliśmy w roku 2007 maraton na 600km. W tym roku specjalnie na ta okazję przesiedliśmy się z rowerów górskich na rowery szosowe, ostatnie miesiące podporządkowane były treningom specjalnie pod tą imprezę, każdy z nas miał przejechane od stycznie minimum 5000km – byliśmy gotowi.

Zainteresowanie startem w naszej imprezie przerosło moje oczekiwania, już na dwa dni od rozpoczęcia zapisów mieliśmy pełną listę startową i nadal dostawałem mnóstwo maili i telefonów od osób chętnych do startu. Nas z Puław było czterech: Arkadiusz Kraska, Rafał Suszek, Rafał Milczarczyk i Radosław Skwara. Zakwalifikowaliśmy 12 najbardziej doświadczonych zawodników z całej Polski – większość z nich to uczestnicy prestiżowych imprez takich jak Imagis Tour , Mazova 24 czy Puchar Polski w maratonach szosowych. 12.07.2008 o godzinie 11:20 zarządziliśmy zbiórkę spod Urzędu Miasta ( jeden z zawodników nie stawił się na start, za to dołączył do nas Grzegorz Mazur z Lublina) .
Po spakowaniu rzeczy do wozu technicznego podpisaniu listy startowej, błogosławieństwie księdza i krótkiej odprawie, o godzinie 11:45 wyruszyliśmy przez Puławy do Góry Puławskiej. Tu zrobiliśmy postój gdzie wszyscy wyzerowali liczniki i o równej godzinnie 12 wystartowaliśmy na trasę. Trasa składała się z siedmiu rund po 100km i biegła przez Górę Puławską, Janowiec, Zwoleń, Kozienice, Gniewoszów i kończyła się również w Górze Puławskiej – zjeżdżając z ostatniej rundy mieliśmy się udać na metę do Kazimierz Dolnego.

Chcąc przejechać dystans 700km w 24godziny obliczyliśmy że musimy mieć średnią prędkość około 33km/h przy czym na postoje mieliśmy około 2,5 godziny. Zaskoczyło mnie tempo które narzucili zawodnicy na pierwszych 30 kilometrach na odcinku najcięższym ze względu na kiepski asfalt i na kilka podjazdów. Nasza prędkość oscylowała w granicach 35-40km/h. Pierwsze 100km trochę mnie zaniepokoiło gdyż mieliśmy przez całe okrążenie boczny niesprzyjający wiatr, a do tego upał który dawał nam się nieźle we znaki.
Myślałem że ta pierwsza pętla była ciężka ale okazało się że przyroda jeszcze bardziej planuje pokrzyżować nam szyki. Na trasie miedzy Zwoleniem a Kozienicami rozszalała się potężna burza która o mało nas nie pozwalała z rowerów, deszcz tak zacinał że prawie nic nie było widać, a na domiar złego ulewa przekształciła się w gradobicie. Grad walił z taką siłą że cieszyłem się że założyłem kask który ochronił mnie przed bolesnymi uderzeniami w głowę ale niestety nie chronił pozostałych części ciała które zostały poobijane. W Kozienicach pogoda się na chwilę uspokoiła ale po paru kilometrach niestety wjechaliśmy w tą samą burzowa chmurę i sytuacja się powtórzyła. Dziwne jest to że jak zaczynało padac grupa przyspieszała i predkosć rzadko spadał ponizej 40km/h! Szczerze mówiąc zacząłem wątpić w sukces naszego maratonu.
Na dwusetnym kilometrze zatrzymalismy się na pierwszy dłuższy postój gdzie mieliśmy czas na ciepły posiłek oraz na przebranie z mokrych ubrań. Trzecie kółko nie zapowiadało polepszenia warunków atmosferycznych gdyż po drugiej stronie Wisły kłębiły się ciemne burzowe chmury. Adam Filipek z Sieradza złapał gumę ale po szybkiej zmianie koła mógł dalej kontynuować jazdę. Za Kozienicami znowu burza aż do samych Puław a do tego zaczęło się już ściemniać.

Trzech zawodników rezygnuje po trzeciej rundzie – wyeliminowała ich pogoda która przyczyniła się do kryzysów oraz obtarć spowodowanych mokrymi spodenkami. Czwartą rundę rozpoczął Robert Kądziołka moim zdaniem najmocniejszy zawodnik z całej grupy który utrzymywał prędkość 38-42km na kolejnych 40km ( dobrze że uspokoił go Bogusław Szyszka dając zmianę i uspokajając jego zapędy ). Na tej rundzie padały przelotne deszcze – co jakiś czas musiałem zjeżdżać do wozu technicznego by koledzy przetarli mi okulary gdyż w ciemnościach przy mokrych okularach nic poza światełkami kolarzy przede mną nie widziałem.
W Kozienicach na ostrym zakręcie Oskar Szproch wjeżdża na studzienkę i mamy kraksę, trzech zawodników leży. Gdy dojechaliśmy do Góry Puławskiej o godzinie 1:00 Oskar niestety kończy przygodę – ból kolana uniemożliwił mu kontynuowanie jazdy . Na piątej setce po 10 km dopadła nas najmocniejsza burza z całej trasy, błyskawice co parę sekund rozświetlały noc a grzmoty waliły dookoła jak oszalałe, w sumie prawie nic nie było widać . Klimat był przerażający. Jeden z zawodników przy zjeżdzie na obwodnicę przewrócił się - nawet nie wiem kto, na szczęście nic sie nie stało i pojechaliśmy dalej. Wcale nie
było nam do śmiechu i poważnie zacząłem rozważać czy nie powinniśmy przerwać maratonu ze względu na bezpieczeństwo uczestników. Po parunastu kilometrach wszystko się uspokoiło i powoli zaczął budzić się dzień. Do końca rundy wszyscy jechali w milczeniu. Przed wjazdem na 6 okrążenie mieliśmy kolejną przerwę na ciepły posiłek. Zatrzymaliśmy się o godzinie 4:00 gdzie spędziliśmy 40minut – mieliśmy jeszcze 7 godzin i 20minut na przejechanie 215km.

Ja po tej przerwie odżyłem i poczułem się naprawdę nieźle szczególnie że pogoda w końcu się ustabilizowała, wyszło upragnione słońce i przestało wiać. Humory wszystkim się poprawiły i w zasadzie byliśmy pewni że nam się uda. Teraz wystarczyło jechać z prędkością około 31km/h by zmieścić się w limicie czasowym. Na tym kółku bardzo dobrze się czułem i trochę za mocno pojechałem co niestety odkupiłem kryzysem na ostatnim okrążeniu. Na ostatnie 80km dołączyli do nas kolarze z Puław.

Po przekroczeniu mostu i wjeździe do Puław zostało nam do pokonania jedynie 15km i aż godzina czasu w zapasie. Teraz już naprawdę odetchnęliśmy i spokojnym tempem ruszyliśmy w stronę Kazimierza Dolnego. Na ostatnich kilometrach nastroje były przednie, każdy dzielił się uwagami z trasy i wspominał przeżycia z jazdy. Nawet paskudną pogodę jaką mieliśmy zaczęliśmy wspominać z sentymentem – w żartach padło stwierdzenie ze mieliśmy niezłych sponsorów, że załatwili nam takie dodatkowe atrakcje.

W Bochotnicy czekał na nas wóz straży pożarnej który eskortował nas do Kazimierza. Na metę wjechaliśmy o 11:50 czyli dziesięć minut przed czasem. Na rynku powitano nas gromkimi brawami. Burmistrz Kazimierza wręczył nam pucharki, mieliśmy sesję fotograficzną, z każdej strony nam ktoś gratulował, koledzy udzielali wywiadów – było naprawdę super. To co przeżyliśmy zostanie nam w pamięci do końca życia, to była walka z czasem, dystansem, ciężkimi warunkami atmosferycznymi i ze swoimi słabościami – takich przeżyć nie da się kupić za żadne pieniądze i tylko osoby które mają jakieś pasje i dążą do ich realizacji wiedzą jakie to uczucie. Mam nadzieję że za rok spotkamy się znowu na trasie…
Dane z mojego licznika:
dystans - 703km
czas jazdy - 22:01
prędkość średnia - 32km/h
tętno max - 210
tętno średnie - 141
spalonych kcal – 13625
Lista osób które ukończyły maraton:
1.Robert Kądziołka - Kraków
2.Bogusław Szyszka - Kraków
3.Cezary Urzyczyn- Warszawa
4.Rafał Suszek - Parchatka - organizator
5.Arkadiusz Kraska - Puławy - organizator
6.Radosław Skwara - Góra Puławska
7.Rafał Milczarczyk - Puławy
8.Adam Filipek - Sieradz
9.Tomasz Bagrowski - Gdańsk
10.Tadeusz Marczak – Warszawa
11.Krzysztof Dziedzic - Warszawa
12.Grzesiek Mazur - Lublin
Chciałbym podziękować całej ekipie startujacej w naszym maratonie za udział i czas spedzony w naprawdę wyjątkowo doborowym towarzystwie.
Szczególne podziekowania należą sie ekipie wozu technicznego - panu Wiesławowi Stańczakowi naszemu “etatowemu” kierowcy, Marcinowi Borkowskiemu i Arturowi Muszyńskiemu którzy przez 24godziny obsługiwali maratończyków i bez których nasza wyprawa by się nie powiodła.
josearkadio
Źródło: Kolarze.info.
Popularity: 4% [?]
Autor: greten Wpisano: 18 lipiec 2008
Kategorie: Inne imprezy w Polsce, aktualności, relacje, wyniki | bez komentarzy »
Na pierwszej pętli przed Zwoleniem przyszły mi do głowy myśli, że odpadnę z grupy. Z uwagi na duchotę, silny boczny wiatr (nie mieściłem się w wachlarzu), nierówną nawierzchnię, szaleńcze tempo. Ze 6 razy zostawałem kilka metrów za czołową grupką i podganiałem. Dopiero po interwencji Roberta (co czuwał nad wszystkim) tempo spadło o 2km/h i mogłem komfortowo jechać dalej.
Na drugiej pętli – burza. Dojeżdżaliśmy do Kozienic. Dlaczego wiatr nie postrącał nas z rowerów? Dlaczego się nie utopiliśmy bo trudno było oddychać? Dlaczego grad był takiej maksymalnej średnicy by bolało ale nie robił ran na ciele? I wreszcie dlaczego na liczniku dostrzegłem 43 km/h?
Nie powiem – czekałem na deszczyk bo było gorąco. Ale jak nadszedł jechałem patrząc na jedno oko bo jakbym w nie oberwał to otworzyłbym drugie by zobaczyć gdzie jest pobocze by się zatrzymać…
Na trzeciej pętli - kapeć. Zatem razem z rowerem wskoczyłem do samochodu. Tam założyłem rezerwowe koło Oskara i za 3,4km już byłem na trasie. Za 2h na postoju mogłem znowu założyć moje naprawione kółko! Tu jest miejsce na podziękowania dla ekipy wozu technicznego! Bez tych ludzi bylibyśmy w Kazimierzu na 14:30 !!!!
Dzię - ku - je -my
Na trzecią pętlę pojechał jeszcze Krzysiek. Zaprawdę powiadam Wam lista powodów dla, których przerwał jazdę po 3 pętli jest jest długa i poważna i mądra. W Kozienicach Oskar położył się na przejściu dla pieszych przy dohamowywaniu do zakrętu. Potem bolało Go kolano. Nie mógł jechać dalszych 400km… prawda?
Czwarta pętla to bardzo przyjemna deszczowa pętla. Lecieliśmy bezpośrednio na Zwoleń. Bardzo fajnie się jechało. Postanowiłem, że na piątej ja pociągnę ten odcinek. W ogóle to mam wrażenie, że za mało się starałem, ktoś za mnie odwalił kawał mojej roboty. Byłem przeciętnym robolem w tej grupie. No trudno jestem słabszy… Ale, że aż 13 dojechało do mety? No gratuluje wszystkim było piekielnie ciężko z uwagi na tempo i pogodę. Krzyśkowi też gratuluję słusznej decyzji.
Piąta pętla. Prowadzę do Zwolenia. Cały czas świecę diodą z kasku na licznik by nie przekraczać 34km/h. A przed nami horyzont w zygzakach błyskawic. Potem my wśród piorunów i pioruny za nami. Czyż kolarstwo maratońskie nie jest piękne? I świt przy końcu pętli.
Drugie jedzonko na 500km. …i jeszcze chcesz jechać 200? yyyy?
Noc przejechałem w podstawowym stroju kolarskim plus rękawki i nogawki, buty i skarpetki od Szerszeni. Zatem jak wszyscy chwalili - noc była na szczęście ciepła. Znaczy… ogólnie… pogoda była… znośna.
Szósta petla. Jasno. Robię błąd taki jak na imagisie. Zapominam o regularnym piciu – a jest pod dostatkiem. Przez 30km funduje sobie ten kryzysik ale łapie się na tym i potem 40km dopajam się umiejętnie i staje na nogi.
Siódma pętla. To przepiekny kolarski poranek! Słońce schowane za warstwą chmur nie przypieka, wiatr żaden na końcówce w plecy. Urocza pętla, po prostu urocza. Bolą mnie podeszwy spuchniętych mokrych od 20 godzin stóp. Obtarcia spodenkowe piłowane non stop – czuje je. Wiemy dużo wcześniej, że się uda. Nie musimy się dzielić i wysyłać delegacji na 12 do Kazimierza. Na końcówce. Pomagają nam urowerowani kibice. Czasem chcą jechać za szybko. Każdy kto tego próbował był na całej trasie wygwizdywany i im też się dostało.
Mnie się zdaje, że jechaliśmy 23h 50min. Czas jazdy 20h ( +6min w aucie). 696.67km w 1200min – ładnie co? Czyli niecałe 2h postojów….
BRAWA za pomysł i organizację! BRAWA i PODZIĘKOWANIA ekipie z wozu technicznego! BRAWA i PODZIĘKOWANIA dla wszystkich uczestników. Szczególne wyrazy podziwu dla tych 4-5 silniejszych ode mnie bez których nie zdążylibyśmy na 12 w limicie.
UDAŁO SIĘ ! HURRA! Nie muszę myśleć o poprawce za rok. Tylko się cieszyć i cieszyć…
Adam Filipek
zobacz również krótką relację w Dzienniku Wschodnim.
Popularity: 5% [?]
Autor: greten Wpisano: 14 lipiec 2008
Kategorie: Inne imprezy w Polsce, aktualności, relacje, wyniki | bez komentarzy »