|
Dn 29 maja 2006 po godz 21.00 nasz kolega i przyjaciel Aleksander Czapnik zginął tragicznie.
CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI
Zginął podczas treningu. O godz 21.00 dzwonił do domu że już wraca. Niestety do domu już nie dotarł. Następny tel do domu był już z policji. Kierowca który GO potrącił zbiegł z miejsca wypadku.
"Jak o tym teraz myślę to migają mi przed oczami różne sekwencje z maratonów. Najchętniej wspominam takie dosyć transowe chwile, gdy wszystko grało i cały mój świat był jazdą, pędem naprzód. No, ale pamiętam też potworne znużenie w Świnoujściu, czy niemoc podczas podjazdu na Puchaczówkę w Kłodzku i te cholerne deszcze, ktore prześladowały nas przez cały cykl pucharowy. Lubię wszystkie te wspomnienia"
pisał w 2004 Aleksander Czapnik
|
Na początku maja 2006 roku, napisał o sobie:
Wegetarianin od 39 lat. Bawię się w sport nieco krócej: bieganie i kolarstwo.
Nie powiedziałbym raczej o sobie, że uprawiam sport, bieganie, czy kolarstwo. Taka formuła pasuje do wyczynowego sportu. Natomiast faktycznie biegam, jeżdżę na rowerze. Jak na amatora, to nawet sporo. Zaczęło się około 20 lat temu. Początkowo głównie biegałem, w ostatnich latach przeważa, odrodzone po długiej przerwie, upodobanie do kolarstwa szosowego. W obu przypadkach (tzn, biegania i roweru) chodzi o długie dystanse.
Wieloletnie truchtanie po trójmiejskich lasach doprowadziło mnie do ukończenia w 2003 roku Maratonu Warszawskiego. Startowałem też w pilskim półmaratonie i różnych biegowych imprezach w 3M. W sumie tych startów nie było zbyt wiele - najważniejsze było zawsze nizanie kilometrów dystansu po leśnych ścieżkach, czasami na nadmorskich alejkach i plaży - bardzo to lubię.
Z rowerem jest podobnie. Tym co mnie motywuje do ruszenia się z domu (niekiedy przy marnej pogodzie) jest przyjemność związana ze śmiganiem po szosie. Startowałem w wielu maratonach kolarskich. W sezonie 2004 wygrałem nawet swoją kategorię wiekową w Pucharze Polski w Maratonach Szosowych (4 w open), ale też od razu muszę dodać, że jest to zdecydowanie amatorskie ściganie.
Zimą, jak warunki śniegowe dopiszą preferuję narty biegowe. Mamy w lasach wokół trójmiasta fantastyczne warunki dla tego sportu i staram się to wykorzystać. Marzy mi sie Bieg Piastów.
Mam dosyć długi staż wege - prawie 40 lat. Mój wegetarianizm miał motywację etyczną. W sumie (w początkowym okresie) był jak garb, bo nie było zbyt wygodnie być wegetarianinem w tamtych czasach. Ale nie miałem wyboru właściwie - wynikał w sposób oczywisty z mojej osobowości. Teraz jest prościej. W sklepach jest większy wybór warzyw, owoców, serów, etc. Na wyjazdach łatwiej znaleźć w menu coś odpowiedniego. Myślę, że wegetarianizm jakoś się zapisał w świadomości społecznej i nie jest powodem kulturowego szoku, .. na ogół. Generalnie jest lepiej.
Również na imprezach sportowych coraz częściej uwzględnia się istnienie wegetarian. Chociaż nadal zdarza się, że na mecie maratonu czeka na biegacza kiełbacha i nie ma innej opcji. Byłem wielokrotnie w sytuacji, gdy w strefie bufetowej, na mecie, albo na ognisku po zawodach skubałem serwowaną jako dodatek suchą pajdę chleba. No ... w zasadzie lubię pieczywko.
Poza sportem interesują mnie różne fenomeny kultury, takie jak: jazz, literatura, kino, teatr, sztuki plastyczne i parę innych jeszcze. Pracuję zawodowo w tym obszarze i mam związane z nim hobby: fotografowanie.
tekst pochodzi ze strony http://www.viva.org.pl/wegesport/str-onas/ludzie/olek-czapnik.html
|